sobota, 9 marca 2013

Rozdział 24.

Komentować. : *





*Lipiec.*
Nie wiele zmieniło się od poprzedniego miesiąca. Po woli starałem się wrócić do rzeczywistości i żyć normalnie, przecież kiedyś trzeba. 
Obudziły mnie wibracje telefonu. Niechętnie wsunąłem rękę pod poduszkę w celu jej znalezienia.
Otworzyłem oczy, lecz jak przez mgłę widziałem literki, które się rozpływały z każdym przybliżeniem.
Tak! W końcu się udało, jednak treść nie była godna mojej uwagi, bo to tylko kolejny denny sms od Igora. Nie wiem czego ten facet jeszcze ode mnie chciał.
Wzdychnąłem i zacząłem myśleć. 
-Nie, nie..-wymamrotałem siadając na oparciu łóżka. 
Postanowiłem, że nie będę się zadręczał tym co mogło być, ale nie będzie.
Wciągnąłem pierwsze lepsze spodnie i koszulkę z "naćpanym kosmitą". 
Wybrałem numer do Alicji. 
-No czeeeeść!-krzyknąłem radośnie do słuchawki. 
-Ciszej..-wyszeptała, jakby przez sen.
-Mniej picia, więcej czasu ze mną.-zaśmiałem sie.
-Dobra debilu. Czego chcesz?-spytała.
-Niczego kurwa. Uprzejmość to u Ciebie podstawa co? Ale mniejsza, za 10 minut będę. Ogarnij się, czy coś. Siema.-nacisnąłem na czerwoną słuchawkę za nim dziewczyna zdążyła wydobyć jakiekolwiek słowo. 
Wziąłem słuchawki i zszedłem na dół, gdzie czekał już ojciec z nieciekawym wyrazem twarzy. 
-Gdzie idziesz?-zmierzył mnie wzrokiem.
-Do koleżanki.-odpowiedziałem nie zwracając na niego uwagi.
-Koleżanki?-zaśmiał się ironicznie.
-No patrz, ja w przeciwieństwie do Ciebie je mam, Ty to masz tylko dziwki, które przychodzą w sprawach niby rozwodowych. Nie no, fakt, pomagasz im w tym.-powiedziałem bezbarwnym tonem po czym wyszedłem z domu zatrzaskując za sobą drzwi. 
Przed bramą stał Igor. Chodził nerwowo w tę i z powrotem. 
-Coś tu zgubiłeś?-założyłem słuchawki przez szyje i spojrzałem na chłopaka.
-Ciebie!-wybuchł łapiąc mnie za koszulkę.
-Ogarnij chuju. Twoje interesy ze mną się zakończyły i to już dawno.-odepchnąłem go od siebie.
-Zobaczymy jeszcze.-wyrzucił i wbił swoje ciemnozielone tęczówki w moją osobę. 
Uraczyłem go środkowym palcem i ruszyłem przed siebie. 
*Przed domem Alicji.*
Podniosłem rękę i chciałem zapukać, jednak przyjaciółka była szybsza i bez słowa wciągnęła mnie do środka. 
-Aż tak za mną tęskniłaś?-wybuchłem śmiechem.
-Śnisz Kocie.-zaśmiała się szturchając mnie w ramię. 
-To foch! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę!-odwróciłem się do niej plecami i skrzyżowałem dłonie. 
-No już dobra. Troszeczkę, ale tak tylko tyci, tyci za Tobą tęskniłam.-przytuliła się do mnie. 
-No i tak ma być zawsze.-uśmiechnąłem się. 
-Niee, zapomnij, never!-ruszyła zabawnie brwiami.
-Dobra dupku! Chodź lepiej na miasto, bo ciepło jest i trzeba coś zrobić z tym dniem.-wyszczerzyłem zęby. 
-Idziemy do KFC! I nie ma mowy, że nie! Ja tak mówie i tak ma być!-wymachiwała mi ręką przed oczyma i wyleciała na dwór, jak z procy, a ja za nią.
W drodze cały czas się śmieliśmy i szturchaliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, dopiero przy temacie naszego "kolegi" Alicja posmutniała.. 





Wybaczcie, że z takim opóźnieniem.
Problemy techniczne. ;3