środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 22.

7 komentarzy - kolejny rozdział.




Fakt, iż nie znałem tego numeru jeszcze bardziej mnie zachęcał do odrzucenia połączenia. Nigdy nie odbieram od nieznajomych, więc tym razem nie zrobię wyjątku. 
Nacisnąłem czerwoną słuchawkę, po czym rzuciłem telefon gdzieś w głąb kołdry i wróciłem do laptopa.
Przeglądałem przez chwile różne strony, po czym postanowiłem się wykąpać, zimna kąpiel mi nie zaszkodzi. 
Z szafy wyciągnąłem białą bluzę i szare poprzecierane rurki i udałem się do łazienki. 
Woda była tak ciepła, że nie miałem najmniejszej ochoty wychodzić, no ale przecież kiedyś trzeba.
Niechętnie wyszedłem z wanny i ubrałem się w przyszykowane rzeczy. 
Nie miałem planów na wieczór, tym bardziej, iż jutro szkoła. Nie zadowalało mnie to, ani trochę.
Wziąłem ze sobą komputer i zszedłem na dół, do salonu. Włączyłem telewizor, lecz nie oglądałem, tak po prostu do towarzystwa mi tam gadał, jednak nie trwało długo, jak zasnąłem.  
*Kilka dni później.*
Był mroźny sobotni poranek. Nie miałem ochoty wychodzić na dwór, nigdy nie lubiłem zimy, i to się raczej nie zmieni.
Zrobiłem sobie ciepłe kakao i usiadłem do laptopa. Miałem szczęście, gdyż nikogo nie było w domu, w sumie to i dobrze, nie przepadam, jak w domu jest hałas i cały czas ktoś się przy mnie kręci.
Wszedłem na epulsa, jak co dzień. Miałem kilka wiadomości, parę zaproszeń do klubów i tego typu sprawy, nic szczególnego.
Tego dnia poznałem pewną dziewczynę. Nie wiem, dlaczego tak bardzo przykuła moją uwagę, lecz było w niej coś, co chciałem poznać. Poza tym, miała prześliczne zielone oczy.  
Postanowiłem, iż do niej napisze. Miałem świadomość tego, że może mnie całkowicie olać i nie odpisać, jednak przez neta jestem bardziej odważny, niż w rzeczywistości. 
Pisaliśmy tak dłuższy czas, aż dzień dobiegł końca i musieliśmy się pożegnać. Miałem cichą nadzieje, że może jeszcze kiedyś będziemy pisać. Wydawała się tajemnicza, i zamknięta w sobie. Czasami czułem, że potrafię zrozumieć takich ludzi, i po prostu im pomóc, może dlatego poszedłem na psychologię.
*Kolejny dzień.*
Zaczął się jak każdy inny. Wstałem po 13, niechętnie wypełzałem spod kołdry i ruszyłem w stronę łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic, przebrałem się w wczorajsze ubrania i umyłem zęby, po czym wróciłem do pokoju. Laptop był przysypany stertą książek i zeszytów. Nie zważając na wszystko, wyciągnąłem go i włączyłem.
W czasie, gdy mój kochany system windows się uruchamiał, ja zdążyłem zrobić sobie kanapkę i wypić butelkę zimnej coli, takie tam moje śniadanie.
Usiadłem na łóżku, opierając się plecami o ścianę i położyłem na kolanach komputer, podłączyłem słuchawki do wieży tym samym puszczając "Beautiful Remains - Black veil brides". Oddałem się w ramiona głośnych brzmień.
Ogarnąłem epcia i udało mi się trafić na dziewczynę, którą poznałem poprzedniego dnia.
Miała na imię Natalia, świetnie mi się z nią pisało i przy okazji szybko leciał czas.
Pomyślałem, że warto poznać ją bliżej. Jeszcze ze mną pisała, także co mi szkodziło.
Co do swoich podejrzeń. Była zamknięta w sobie, ale nie dawała po sobie tego poznać, jak większość nastolatków w takim stanie. Wiedziałem, że wszystkiego mi nie powie, przecież byłem obcą osobą, lecz wymieniliśmy się informacjami o sobie.. 






wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 21.

7 komentarzy - kolejny rozdział. 




-O czym?-spojrzała na mnie podejrzliwie. 
-O mnie. Ale w sumie, to już nieważne..-urwałem uśmiechając się szeroko. 
-No mów.-ciągnęła. 
-No serio nic.-próbowałem zakończyć temat.
Przez dłuższy czas się tak sprzeczaliśmy, po czym Agata stwierdziła, że musi już iść. Ściemniało się, więc postanowiłem, iż ją odprowadzę. 
Szliśmy trzymając się za ręce, lecz widziałem niezadowolenie w oczach dziewczyny. Mogłem się tylko domyślać o co chodzi.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, i ruszyłem w drogę powrotną. W uszy wcisnąłem słuchawki tym samym włączając "Asking Alexandria - The irony of your perfection". Uwielbiałem zatracać się w chaotyczniej muzyce i zapomnieć o wszystkim.
Wchodząc do mieszkania na ziemi znalazłem list adresowany do mnie, pieczątka sądu w Białymstoku mnie dobijała, nie musiałem tego nawet otwierać by wiedzieć o co chodzi. 
Rzuciłem kopertę gdzieś w kąt kuchni i poszedłem do siebie. Cieszył mnie tylko jeden fakt, że byłem sam i nikt nie będzie mi dupy zawracał. 
Rozłożyłem się wygodnie na łóżku, a na policzku poczułem łzę, jedną jedyną, jednak nie przejmowałem się tym co mnie może czekać, miałem to serdecznie gdzieś.
Po niedługim czasie udało mi się zasnąć. 
*Kilka dni później.*
Chodziłem już "normalnie" do szkoły, co u mnie w słowniku znaczyło co dwa dni, wolałem kiblować niż patrzeć na te fałszywe twarze i sztuczne uśmiechy, przyzwyczaiłem się do tego, że mnie tam nie akceptują i nigdy nie będą, przestało mi to przeszkadzać. 
Dzisiaj jednak poszedłem do szkoły, miałem tylko pięć lekcji, więc się zmusiłem. 
*W szkole.*
Pierwsza lekcja geografia, ją akurat lubiłem. Mogłem się wyspać, czy też odrobić prace domową.. O przepraszam, ja ich nigdy nie odrabiam. Jedynie z polskiego, który było moim ulubionym przedmiotem, tak jak i pozostałe przedmioty humanistyczne, natomiast matematyka i reszta tego badziewia nie szła mi kompletnie. I właśnie przez te braki musiałem chodzić na korki. Nienawidziłem ich, zajmowały mi całą środę i czwartek, jednak widziałem u siebie poprawę, było znacznie lepiej niż w zeszłym roku i może uda mi się jakoś napisać tą cholerną maturę. 
Potem angielski, ujdzie, siedzę z tyłu i nauczycielka rzadko mnie zauważała, z tego powodu byłem bardzo zadowolony. 
Matma, która akurat wydawała się okey, wszystko rozumiałem, pierwszy raz w życiu. Minęła szybko i spokojnie. 
Niemiecki, za tym gównem też nie przepadałem, ale dało się znieść, modliłem się, aby było chociaż dwa na półrocze, choć wiem, że z moimi pięknymi ocenami to może być ciężko. 
Na koniec dojebali nam w-f.. Może i reszta klasy się cieszyła, lecz nie ja.. Miałem swoje powody, dlatego nie ćwiczyłem. 
Zwolniłem się z ostatniej lekcji. 
Ruszyłem do domu, niespecjalnie mi się śpieszyło. Zacząłem myśleć o wszystkim i o niczym. Czułem, jak po zimnych policzkach spływa mi kropla.. Kocham deszcz, za to nie lubię słońca. 
Świdrowałem wzrokiem człowieka idącego przede mną, nie znałem go, lecz przeważnie tak robiłem z nieznajomymi.. Czasami wydawało mi się, iż ludzie których obserwowałem, wyczuwali moje spojrzenie. 
*W domu.*
Wszedłem do domu i bez namysłu od razu udałem się do swojego pokoju. Torba wylądowała gdzieś obok biurka, nie obchodziło mnie to. 
Na wieży puściłem sobie "Linkin Park - In the end" i usiadłem na podłodze ślepo krążąc oczami po pokoju. 
Wydobyłem spod ubrań laptopa. Dziwiłem się, bo tyle razy próbowałem go zniszczyć, a on nadal się trzymał.
Odpaliłem go, ogarnąłem epulsa, chociaż nie bardzo mi się chciało, te wszystkie słit plastiki mnie rozkurwiały, lecz znajduję się tam kilka porządnych osób. 
Odłożyłem komputer na bok i zszedłem na dół po coś do pica. Wyciągnąłem z lodówki wodę i wróciłem do siebie. 
Gdy tylko umiejscowiłem się na podłodze rozdzwoniła się moja komórka. Na wyświetlaczu pojawił się numer, którego nie znałem..
 




 

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 20.

Komentować. : *




W poszukiwaniu spodni przeszkodziło mi pukanie do drzwi. 
-Kuuuuuuuuuuuuurwa!-krzyknąłem, ale po chwili się ogarnąłem, rozluźniając lekko oddech zszedłem na dół.
W progu stanęła Agata. W sumie to cieszyłem się, że właśnie tu jest. Stała uśmiechnięta. Gestem zaprosiłem ją do środka.
-Co Cię tu sprowadza?-zapytałem wymuszając uśmiech.
-Stęskniłam się..-odpowiedziała rzucając mi się na szyje.
-Ja też.-wyszeptałem pod mocnym uściskiem jej ramion.
-Ale też mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia..-zaśmiała się.
-Yyy.. Słucham?-spojrzałem w jej granatowe oczy, w których zabłysnęło okrucieństwo. 
-Idziesz ze mną na zakupy!-wykrzyczała w głośnym śmiechu.
-Ja pierdole, nie.-wyrzuciłem, jakby z deka przytkany.
-Taaak.-uśmiechnęła się słodko i złapała mnie za rękę, ciągnąc w stronę drzwi.
-Dobra, ale daj mi się chociaż ubrać.-wymamrotałem. 
-Weeź. Dlaczego Ty tak nie lubisz zakupów, a zwłaszcza ze mną?-popatrzyła na mnie błagalnie. 
-Bo łazisz za długo i nogi mnie bolą. Poza tym, wiesz, że nie  lubię wychodzić z domu.-wzdychnąłem. 
Mogliśmy tak jeszcze dłuższy czas dyskutować, ale przecież księżniczka musiała postawić na swoim. 
Ruszyliśmy do centrum handlowego, trzymając się za ręce, jednak między nami była cisza, milczeliśmy, jak nigdy.
Będąc już na miejscu, Agata była chyba w każdym sklepie, nie nadążałem za nią, więc postanowiłem, że usiądę na ławce i zaczekam na nią. Zacząłem grać w jakąś grę, którą miałem na telefonie. Zdążyłem przejść ją całą, a dziewczyna nie wracała. 
Po cztero-godzinnym umieraniu z nudów, wróciła. Fakt, iż była obładowana mnie przerażał. Wiedziałem, że połowę przejmę ja, bo po to mnie wzięła ze sobą. 
Udaliśmy się w drogę powrotną. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. 
Nagle poczułem silną potrzebę wygadani się i wypłakania.. Lecz nie mogłem tego zrobić, nie tu, nie na środku ulicy. 
Wchodząc do mieszkania, Agata pozbyła się z swoich ramion około pięciu torb. Nie rozumiem kobiet, nigdy ich nie zrozumiem, bo jak można chodzić na zakupy i całą kasę wydać na ubrania. Mi w zupełności wystarczała jedna bluza na miesiąc, byleby była czarna.
Usiedliśmy do stołu.
-Chciałbym z Tobą pogadać..-wyszeptałem w celu wyznania jej prawdy..








sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 19.

Komentować. : *




*Kilka dni później.*
Wyszedłem już ze szpitala, niby byłem silniejszy i wszystko miało wracać do normy. 
Zaczęła się szkoła, miałem gdzieś to, że znowu mnie tam nie ma. 
Mama wyjechała w delegacje, miałem wyrzuty sumienia, przecież musiała zjechać specjalnie dla mnie. 
Patrzyłem na zabandażowany nadgarstki. Zastanawiałem się nad kolejnym kłamstwem, które będę musiał sprzedać ludziom z klasy.
W końcu postanowiłem wstać, było grubo po 14. Odpaliłem laptopa i ogarnąłem epulsa, nie było tam nic ciekawego, jak zawsze. Zamknąłem przeglądarkę i puściłem "System of a down - Lost in Hollywood"
Kochałem ich muzykę. Nagle wyświetliła się informacja o przesyłanej wiadomości, była ona od Alicji. 
Nie chciałem z nią gadać, po tym, jak uratowała mi życie, lecz trudno.
A: Hej, już wróciłeś do domu?
P: A no, wróciłem niestety.
A: Czemu "niestety"?
P: Bo nie chciałem żyć, a Ty musiałaś wpieprzyć swoje trzy grosze.
A: Chciałam dobrze.
P: Ale wyszło źle.
A: Jakbym Cie nie uratowała, to byłoby na mnie i miałabym wyrzuty. 
P: A co mnie to interesuje? 
A: Nie wiem.. Przepraszam. 
P: Mhm, spoko. Ja spadam. Siema. 
A: Cześć.. 
Zszedłem na niewidoczny i włączyłem sobie "Sala samobójców". Oglądałem to tysiące razy, jednak i tak to lubiłem. Czasami głównego bohatera porównywałem do swojej osoby.
Po dłuższym czasie przypomniało mi się o prezencie od Alicji. Tajemnicza torebka schowana gdzieś w spodniach, nie dawała mi żyć, gdy o niej pomyślałem, nie mogłem już przestać. 
Gwałtownie zacząłem szukać czarnych rurek, w których byłem tamtego dnia. Za każdym razem, gdy jej nie znajdywałem coraz bardziej się wkurwiałem i jeszcze bardziej tego chciałem. 
Wiedziałem, iż to zawładnie moim życiem, jak cztery lata wcześniej. 
Po chwili znalazłem spodnie a w nich torebeczkę z białym proszkiem.






piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 18.

Komentować. ; *



Obudziłem się w szpitalu. Światło odbijające się w sali nie dawało otworzyć mi oczu, gdy wreszcie do uczyniłem rozejrzałem się w okół. 
Przy moim łóżku spała mama, odruchowo złapałem za jej rękę, zerwała się na równe nogi.
-Nareszcie się obudziłeś!-wykrzyczała stanowczo za głośno.
-Kiedyś trzeba.-uśmiechnąłem się.
-Dlaczego to zrobiłeś..?-zapytała zmieniając ton.
Zmierzyłem wzrokiem swoje ciało, a dopiero potem zauważyłem zabandażowany nadgarstek. Wszystko mi się przypomniało, tylko nadal nie wiedziałem, jakim cudem jestem tutaj. 
-Nieważne.. Jak się tu znalazłem?-spytałem świdrując ją wzrokiem.
-Alicja cie uratowała. Wezwała pogotowie.-wzdychnęła, widziałem, że dla niej też było to ciężkie. Nigdy nie była zadowolona z takiego syna. 
-Pojebana..-wyszeptałem pod nosem.  
Robiło się już ciemno, więc mama stwierdziła, że wróci do domu, nie chciałem jej zatrzymywać. Chciałem odpocząć i przemyśleć wszystko.
*Kolejny dzień.*
Od rana nie dawali mi spokoju, o 7 lekarz przyszedł, zrobił swoje i wyszedł, o 8 śniadanie, którego i tak nie ruszyłem, szpitalne jedzenie odpychało mnie jeszcze bardziej niż domowe. 
Po 13 odwiedziła mnie Agata, jak tylko weszła, rzuciła mi się na szyje. Cieszyłem się na jej widok. 
Lecz wiedziałem, że za chwile dostane opierdol, jak zawsze za takie typu sprawy.
-Głupi jesteś..-wyszeptała.
-Wiem, ale i tak mnie kochasz.-zaśmiałem się.
-Nad życie.-odpowiedziała mocniej wtulając się w moją klatkę piersiową. 
-Czemu..?-spojrzała na mnie.
Skierowałem wzrok w drugą stronę i nic nie odpowiedziałem, nie miałem zbyt dobrego kłamstwa by to wyjaśnić. NIKT nie mógł dowiedzieć się prawdy, od dzisiaj było to tylko i wyłącznie moją sprawą.
Przegadaliśmy tak jeszcze pół dnia, potem dziewczyna musiała się zbierać i znowu zostałem sam. 
Wiem, lubiłem takie momenty, ale nie teraz.. Teraz potrzebowałem ramienia w które mogę się wypłakać i wierzyć, że może wszystko się ułoży, w przeciwnym bądź razie stracę to co najważniejsze.. 
Wszelkie problemy ulatniały się z kolejną łzą.. 
W głowie wirowało mi jedno zdanie "Nie chce tu dłużej żyć.."







czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 17.

Komentować. ; *




*Kilka dni później.*
Po ostatnich wydarzeniach wszystko wróciło do normy, powiedzmy.. 
To co działo się u mnie przekraczało jakiekolwiek granice.. Odizolowałem się od świata i miałem wszystko gdzieś. Nie miałem ochoty, aby z kimś się kontaktować. 
Był sobotni dzień, brak planów, jak zawsze. Była 13, gdy się obudziłem, tabletki robiły swoje. 
Wstałem, usiadłem na progu łóżka i wpatrywałem się w ścianę, świdrowałem ją wzrokiem, jednak nic tam nie widziałem. 
Powolnym krokiem poszedłem do łazienki, przejrzałem się w lustrze, włosy odstawały w każdą stronę, lecz nie bardzo mi to przeszkadzało, dokładnie przemyłem twarz i umyłem zęby. 
Wróciłem do pokoju, włączyłem laptopa, nie wiem po co, nie wiem dlaczego, bez celu. 
Puściłem "Christina Perri - Jar of Hearts" i zacząłem przeglądać zdjęcia, które znajdowały się w komputerze. W większości były to jakieś obrazki, ale trafiło się także fotka uśmiechniętej Agaty. Uśmiechnąłem się sam do siebie, byłem ciekaw co u niej, co robi. 
Poczułem, jak po policzku spływa mi łza, a potem jeszcze kolejna, ale żadna z nich mnie nie obchodziła, w samotności nie interesowało mnie nic. 
Nie, to nie była samotność, tzw "wegetacja".. Nazwałem to tak, bo wegetowałem już wcześniej.. Nienawidziłem tego stanu, lecz wracał do mnie coraz częściej.
Nagle usłyszałem dźwięk swojego telefonu, gdzieś pod stertą ubrań obok biurka. 
Dzwoniła Alicja.. Długo się nie odzywała, od pamiętnej imprezy u Dawida. 
-Słucham?-wzdychnąłem do słuchawki.
-Cześć, jesteś w domu?-zapytała szczerze rozbawiona, choć nie znałem powodu, i szczerze nie chciałem wiedzieć.
-Jestem.-urwałem.
-Mogę wpaść?
-Skoro musisz.-rzuciłem naciskając czerwoną słuchawkę.
"Po chuj tu ona" - pomyślałem. "
-Teraz chce być sam! No kurrrrwa!-wykrzyczałem w przestrzeń pokoju, powróciło tylko echo nie dające ukojenia. 
Wracająca depresja doprowadzała mnie do dzikiej furii. Rzucałem rzeczami, które właśnie napatoczyły się pod rękę. 
Wraz z złością pojawiły się też łzy. Odechciewało mi się żyć, jak pomyślałem, o tym gównie, jakie mnie otacza. 
Wziąłem żyletkę do ręki, obracając ją już w i tak pokaleczonych dłoniach wymamrotałem:
-Bo kiedyś wszystko ma swój koniec..





środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 16.

 Komentować ; *




*Kolejny dzień - rano.*
Nie spałem całą noc, o 7 delikatnie wymknąłem się z łóżka, aby nie obudzić śpiącej Agaty.
Z szafy wyciągnąłem szeroką, czarną bluzę i ciemne jeansy, po czym udałem się do łazienki.
Wziąłem prysznic, zimne krople spływały po moim ciele, moje myśli krążyły bez celu, tak po prostu w okół wszystkiego i niczego. 
Myślałem, o tym co działo się w nocy, o Alicji, która znowu wciąga mnie w to bagno, ale przecież to ja chciałem.. Już raz z tego wyszedłem, nie sam, pomogła mi Agata.. Zawsze przy mnie była, nigdy nie krytykowała, czasami dawała kopa w dupę, abym się ogarnął. Nie chciałem jej stracić, NIGDY.. To najgorsze, co mogłoby mnie spotkać, nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Kochamy się..
Nie chciałem przewidywać tego co może się zdarzyć, więc wyszedłem spod prysznica, ubrałem się i wróciłem do pokoju. 
Księżniczka już nie spała, popatrzyła na mnie tymi swoimi, cudownymi, granatowymi oczami i uśmiechnęła się. 
-Miałeś być przy mnie całą noc.-wyszeptała. 
-Byłem.-położyłem się obok dziewczyny. 
-Ale teraz uciekłeś..-urwała.
-Wróciłem już, i jestem cały twój.-zaśmiałem się.
-Tak, cały, cały..?-poruszyła zabawnie brwiami. 
-Jaki zboczuch.-uśmiechnąłem się.
-Taki tam.. Mały.-przytuliła się do mnie.
-I mój.-pocałowałem ją w czoło.
-Tylko twój..-wyszeptała.
Nic nie odpowiedziałem, jednak lubiłem, jak tak mówiła.. Nie umiałem bez niej żyć,tak jak ona beze mnie, tak było już od początku.. Od 20.11.2011. Ten kurdupel zawrócił mi w głowie i rozkochał w sobie do szaleństwa. 
-Jak się czujesz, smerfie?-zapytałem. 
-Dobrze, bo jesteś obok..-wtuliła się we mnie zamykając oczy.
-Zawsze będę..-wyszeptałem jej do ucha. 
-Kocham cie.-powiedziała ledwo słyszalnie.
-Ja ciebie też kocham, skarbie.-pogłaskałem ją po głowie.
Przy niej wszystko inne traciło sens, wszystkie zmartwienia znikały, liczyło się tylko to, że jest obok, że kocha..









wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 15.

Komentować. ; *



Mój sen nie trwał długo, gdyż usłyszałem pukanie do drzwi.
Otworzyłem jedno oko i wymacałem gdzieś w spodniach telefon, spojrzałem na wyświetlacz. Była 3.17.
Przekląłem w duchu, po czym z ciężkim bólem serca zsunąłem się z łóżka i wolnym krokiem zszedłem na dół.
W progu stanęła Agata.
-Mogę wejść..?-wyszeptała.
-Tak.-odsunąłem się z przejścia.
Dopiero w pełnym świetle zobaczyłem, jak wygląda. Była smutna, zapłakana i trzęsła się z zimna. 
Przyciągnąłem ją sobie do siebie i mocno przytuliłem. 
-Już cicho.. Jestem tu..-wyszeptałem jej do ucha.
W odpowiedzi mocno się we mnie wtuliła wbijając paznokcie w plecy, delikatnie pocałowałem ją w czoło, poczułem, że ma gorączkę.
-Chodź..-wplotłem palce w jej dłoń i pociągnąłem za sobą do kuchni. 
Zrobiłem jej gorącą herbatę i poszliśmy na górę, otuliłem dziewczynę kocem i wpatrywałem się w nią, jak w obrazek, miałem nadzieje, że może mi powie co się stało.
-Co jest kotek..?-zapytałem mocniej ściskając jej dłonie.
-Nic..-rzuciła.
Wzdychnąłem, nie dowiedziałem się niczego, jednak wiedziałem, że coś ją gryzie.
-Masz temperaturę..-wymamrotałem.
-No i..?-przygryzła wargę. 
-No i to. Zostajesz u mnie.-odpowiedziałem stanowczo.
Popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, lecz nic nie powiedziała, odłożyła kubek na stolik i ściągnęła bluze, wtedy zauważyłem siniaki na jej ramieniu.. Nie odezwałem się słowem i po prostu udawałem, iż tego nie widze. 
-Zrobisz coś dla mnie..?-uśmiechnęła się smutno.
-Dla ciebie wszystko.-pogłaskałem ją po policzku.
-Bo ten..-urwała.
-Wiem, wiem.-zaśmiałem się.
Podszedłem do szafy i wyciągnąłem czerwoną koszulke tym samym podając ją Agacie. 
Lubiła ją, chyba, jak każdą moją koszulke. 
Założyła ją i położyła się do łóżka. 
-Ale chcę cie obok..-przyciągnęła mnie do siebie.
-Dobrze. Będę przy tobie całą noc.-pocałowałem ją w policzek.
Jej drobne ciało gubiło się, gdzieś w mojej bluzie. Ja sam nie mogłem już zasnąć, w głowię tworzyło mi się kilkaset, czarnych scenariuszy. 
Przypomniało mi się, to co widziałem przed szkołą, nie zrobiła nic złego, rozmawiała z jakiś typem, śmiała się.. 
Dobrze, że się uśmiecha.. Jednak, fakt, iż był z nią ktoś inny mnie dobijał.. Często kłóciliśmy się przez moją zazdrość, ale to dlatego, że ją tak kocham, doskonale o tym wiedziała.. 




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 14.

 Komentować. : *




Szedłem powolnym krokiem, niespecjalnie mi się śpieszyło. Patrzyłem ślepo przed siebie.
W końcu stanąłem pod domem Alicji, nie czekałem długo, bo już zaledwie wyszła na podwórko.
-Cześć.-uśmiechnąłem się na powitanie.
-Siema.-rzuciła wymuszając uśmiech.
-Coś się stało?-skrzywiłem się.
-Nie, dlaczego?-spytała nie patrząc na mnie.
-Tsa, jasne. Nie chcesz iść?-zapytałem odwracając głowę w bok.
-Chce, chce.-Szturchnęła mnie.
Nie chciało mi się z nią rozmawiać, więc ruszyliśmy w stronę mieszkania Dawida.
Po 30 minutach weszliśmy do środka. Było już dość głośno, a pokój był wypełniony ludźmi, większość z nich znałem, przecież byli z mojej szkoły.
*Trochę później.*
Nie byłem pijany, wypiłem tylko trzy piwa. Nie miałem ochoty więcej pić, miałem dość po poprzednim dniu.
Siedziałem sam na schodach, dopijałem piwo do końca, gdy obok usiadła Alicja. Była już nieźle wstawiona, dopiero teraz żałowałem, że ją wziąłem ze sobą.
Zmierzyłem ją wzrokiem.
-Masz coś na wzmocnienie..?-zapytałem doskonale znając odpowiedź.
-Zawsze i wszędzie..-uśmiechnęła się chamsko.
-Dasz koledze w potrzebie..?-spytałem.
-Oczywiście..-zaśmiała się wyciągając z kieszeni małą torebeczkę zapełnioną do połowy, białym proszkiem.
-Ile chcesz..?-wzdychnąłem.
-Od ciebie nic.-uśmiechnęła się i wróciła do pokoju. 
Spojrzałem na jakiegoś chłopaka i postanowiłem wrócić do domu. 
Założyłem kaptur i udałem się w stronę powrotną, nie myślałem o tym, iż znowu staczam się na dno i to gówno weźmie nade mną kontrolę. 
*W domu.*
Gdy wszedłem do kuchni, popatrzyłem na zegarek, było grubo po 2. Poczułem się senny, bez większego namysłu chwiejnym krokiem ruszyłem do swojego pokoju.
Zdjąłem tylko bluzę i od tak rzuciłem się na łóżko, wtuliłem twarz w poduszkę i zasnąłem. 



 

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 13.

Komentować. ; *



Zauważyłem tam Igora, który stał z jakimiś podejrzanymi typami, jednak nie interesowało mnie to, tak jak jego osoba. "Skończony skurwysyn" - pomyślałem.
 Ruszyliśmy do KFC, Dawid zamówił B-smarta, Longer Marco i Pepsi, postanowiłem, iż nie będę się specjalnie wysilał, i weżnę to samo.
Nie spieszyliśmy się z jedzeniem, wręcz przeciwnie, ociągaliśmy się z tym, najdłużej jak się dało. 
Nagle rozległ się dźwięk wiadomości, lecz to nie był mój telefon.
-Wpadasz dzisiaj do mnie?-zapytał odkładając komórkę na stolik.
-Po co?-zapytałem zdziwiony. 
-Robię imprezę. Rodzice wyjechali do babci.-zaśmiał się.
-Znowu? Człowieku, ja nie  wyrabiam po tych wszystkich twoich imprezach. Ja jeszcze czuje susze w gardle i kręciołek w głowie.-uśmiechnąłem się krzywo.
-Nie przeżywaj. Zrzędzisz gorzej niż dziadek 80-letni.-wybuchł śmiechem.
-Spierdalaj. O której mam u ciebie być?-zmieniłem temat. 
-21? Pasuje ci?-spytał kończąc kanapkę.
-Spoko. Kto jeszcze będzie?-wymamrotałem. 
-Cała nasza klasa.-uśmiechnął się.
-Że co kurwa?!-krzyknąłem.
-Przesadzasz.-ruszył w stronę kosza.
-Nie..-odpowiedziałem od niechcenia.
-Weź Agatę ze sobą.
-Mhm.-spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem.
-Albo kogoś innego.
-Spoko. Ja zwijam. O 21 będę u ciebie. Siema.-rzuciłem na pożegnanie.
-Okey, siema.-urwał.
Udałem się w drogę powrotną, założyłem kaptur na głowę i wcisnąłem słuchawki w uszy, puszczając "B.E.T.H - Azyl"
*W domu.*
Na zegarku widniała 19.30 
Miałem dylemat, co ubrać, pierwszy raz w życiu. Ale na końcu wybrałem czarną koszulkę z Asking Alexandria, rozpinaną bluzę z kotem i czarne, porwane rurki z dodatkiem czerwonych szelek. 
Wziąłem uszykowane ubrania i poszedłem się kąpać, było mi tak wygodnie i ciepło, że nie miałem ochoty wychodzić, niestety chcąc nie chcąc musiałem się ruszyć, bo było już dość późno. 
Przed wyjściem zadzwoniłem do Agaty, w celu zapytania, czy może pójdzie ze mną, lecz miała wyłączony telefon. Wzdychnąłem, i przypomniało mi się o Alicji, która ostatnio próbowała się ze mną skontaktować, o dziwo odebrała już po pierwszym sygnale. 
-Cześć.-rzuciła jakby zaspana.
-Siema, obudziłem cie?-skrzywiłem się. 
-Nie.
-Masz może ochotę na imprezę?-zapytałem niepewnie.
-Może mam, może nie..-urwała.
-Dobra, to będę u ciebie za pół godziny.-zaśmiałem się, po czym się rozłączyłem.
Pogasiłem wszędzie światła i ruszyłem w stronę domu dziewczyny.





sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 12.

Komentować. ; *



*Jakiś czas później - ferie.*
Obudziłem się jakoś po 13. Spałem w ubraniach, mało pamiętałem z poprzedniego dnia. Nawet nie wiem, jak znalazłem się w łóżku. 
W domu nikogo nie było, no tak, wyjechali w góry, nie lubię tych ich rodzinnych wyjazdów. 
Zszedłem na dół, z lodówki wyciągnąłem butelkę wody, i udałem się do salonu.
Rozłożyłem się wygodnie w fotelu i zacząłem jeździć po kanałach, nie leciało nic godnego mojej uwagi, więc wyłączyłem telewizor i poszedłem do swojego pokoju, gdzie włączyłem laptopa i wieże. 
Spod poduszki wydobyłem telefon. Miałem wiadomość od Alicji. "Przypomniała sobie o mnie" - pomyślałem. W końcu ostatnio rozmawialiśmy, jakiś miesiąc temu. Po tym wszystkim nie miałem ochoty nigdzie wychodzić i z nikim rozmawiać.
Napisała "Cześć, jak tam? Czemu się nie odzywasz?", nic jej na to nie odpisałem, sztuczne pytania. 
Starałem sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszej imprezy, lecz na marne, zawsze mi się film urywa. 
Z zamyśleń wyrwała mnie dzwoniąca komórka, był to Dawid, kolega ze szkoły, tak ze szkoły, jeden jedyny z którym jako tako się dogaduje. 
-Siema. Jesteś w domu?-zapytał.
-No cześć, jestem, jestem, a co?-wymamrotałem. 
-Nie chcesz wyjść? Cokolwiek, no.-zaśmiał się.
-Łeb mnie napierdala.-urwałem. 
-To weź tabletkę i za godzinę widzę cie w parku.-rzucił po czym się rozłączył.
Wzdychnąłem od niechcenia i podszedłem do szafy w zamiarze ogarnięcia jakiś w miarę okey, ubrań. 
Wyjąłem szeroką koszulkę z CROPPA, niebieskie rurki, i ruszyłem w stronę łazienki. 
Wziąłem szybki prysznic, i doprowadziłem się do porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Była 14.34. Miałem jeszcze pół godziny, więc zjadłem jogurt truskawkowy, gdy nie ma rodziców, to nie zbyt dbam o to, co jem.
Wyszedłem z domu przekręcając klucz w zamku. Założyłem słuchawki na uszy i puściłem "Daughtry - It's not over" i kierowałem się do parku. 
Po jakiś 20 minutach, byłem na miejscu, chłopak już siedział na ławce.
-Jestem.-rzuciłem.
-O, nie wyglądasz, tak tragicznie.-wybuchł śmiechem.
-Ale czuje się gorzej, niż tragicznie, ale nieważne. To gdzie idziemy?-spytałem rozglądając się w okół.
-Może pójdziemy coś zjeść? Umieram z głodu.-odpowiedział łapiąc się za brzuch.
-Okey, możemy iść.-uśmiechnąłem się.  
W drodze do KFC, zauważyłem.. 







 

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 11.

Komentować. ; *


Raczej nie spodobało się to Alicji, jak i jemu, ale cóż. 
Widząc moją osobę mężczyzna puścił dziewczynę i wrócił do domu.
Spojrzałem na nią, a ona na mnie, jednak nie odezwaliśmy się do siebie słowem, nie było o czym rozmawiać. 
-To gdzie idziemy..?-zapytałem niepewnie.
-Gdzie chcesz.-rzuciła bez jakiegokolwiek uczucia. 
-Mhm.-wzdychnąłem. W głębi duszy miałem ochotę na nią nakrzyczeć, żeby się ogarnęła i powiedziała, o co chodzi, bo przecież tak pilnie mnie potrzebowała, lecz w środku coś mnie powstrzymywało. 
Szliśmy przed siebie, nie zważając co znajdywało się w okół. Zaczął padać śnieg i robiło się zimno.
W końcu domyśliłem się gdzie idziemy, do Igora. Nie chciałem tam iść, od ostatniego pseudo-spotkania nie mam ochoty oglądać jego twarzy. 
-Po co tu przyszliśmy..?-wymamrotałem pod nosem.
-Po to, abyś pytał.-odpowiedziała.
-No właśnie jest ten moment, gdy pytam, więc łaskawie mi odpowiedz, kurwa.-powiedziałem z wyrzutem.
Zmierzyła mnie wzrokiem i nic nie odpowiedziała, złapała mnie za rękę i wciągnęła do środka. 
-Co on tu robi?-zapytał zdziwiony chłopak.
-ON, ma imię, wyobrażasz to sobie?-wybuchłem. 
-To co PAWEŁ tu robi?
-Przyszedł ze mną, to jakiś problem?-wyszeptała. 
-Nie, ależ skąd..-odpowiedział, ale widziałem ten jego specyficzny, niezadowolony wzrok. 
Bądź co bądź, dało mi to jakąś wewnętrzną satysfakcje. 
Po chwili, oboje odeszli na bok, by coś obgadać, nie interesowało mnie to, i szczerze, wolałem być teraz w szkole, niż uganiać się za ćpunami. 
Wiedziałem, że gdy ojciec dowie się o wagarach, to mnie zabije. To nic nowego, próbuje mnie wykończyć już od kilku, ładnych lat, nadal nie dawało to zamierzonego skutku. 
Poczułem wibracje telefonu w kieszeni, wyjąłem go, miałem jedną wiadomość, od Agaty. Domyślałem się, że będzie się martwić czemu mnie nie było, i miałem racje. Napisała "Czemu Cię nie ma? ;c", dłuższą chwile zastanawiałem się, co mam jej odpowiedzieć, nie mogła znać prawdy, jeszcze nie teraz. Odpisałem "Chory jestem. Przepraszam. : *". Nie chciałem kłamać, jednak na razie nie mogłem zrobić nic innego. 
-Ja stąd spadam.-urwałem wychodząc z mieszkania. Nie interesowało mnie, to czy, ktoś wyjdzie za mną, czy też nie. Założyłem słuchawki i puściłem "Linkin Park - In the end" i ruszyłem w stronę domu. 
Chciałem jeszcze po drodze zahaczyć o szkołę, to znaczy, o ludzi z niej. 
Wszedłem bramą, jak zawsze i oparłem się o drzewo, które stało przy niej. 
Czekałem na Agatę, jednak widok, który ujrzałem przekroczył wszystkie granice.. 




 

środa, 16 stycznia 2013

Rozdział 10.

5 komentarzy - kolejny rozdział.



Zauważyłem tam Igora, lecz nie miałem ochoty go wpuszczać do domu. Poza tym, nie chciałem, aby Agata pomyślała, że wracam do zjebanej przeszłości, więc przekręciłem klucz w zamku i udałem się z powrotem na górę. 
Dziewczyna już nie spała, wpatrywała się gdzieś w przestrzeń.
-Coś się stało?-zapytałem siadając na łóżku.
-Tak. Uciekłeś mi.-wyszeptała. 
-Przepraszam.-uśmiechnąłem się lekko tym samym ją przytulając.
-Zaraz muszę iść..-wymamrotała.
-Odprowadzę cie.-uśmiechnąłem się łobuzersko.
-Tsa jasne.. Wiem, że coś kombinujesz.-zaśmiała się.
-Nie! Skąd w ogóle taki pomysł?!-wybuchłem śmiechem.
-Bo cie znam?-wbiła wzrok w moje oczy.
-Za dobrze.
-No już dobra, rusz tyłek i mnie odprowadź.
Zeszliśmy na dół, ubraliśmy się i ruszyliśmy pod dom Agaty. 
Trzymaliśmy się za ręce, ale całą drogę milczeliśmy, niby sytuacja była wyjaśniona, jednak nie wszystko do końca mogłem przetrawić. 
Pożegnaliśmy się w parku i każde z nas udało się w swoją stronę. Wcisnąłem w uszy słuchawki i puściłem "Bless the Fall - Black Rose Dying". Przy tym kawałku udawało mi się zapomnieć o świecie i wydawało się prosto. 
*Kilka dni później.*
Wstałem o 6, bo przecież szkoła, jakżeby inaczej. Zszedłem na dół, gdzie zjadłem pseudo-śniadanie i wróciłem do łóżka, robię tak od zawsze. 
Włączyłem sobie "Bless the Fall - Hey Baby, Here's Song you Wanted", aby nie zasnąć.
Pierwszy raz od dawna, poczułem wibracje pod poduszką, tatuś rzucił się na nowy telefon. 
Miałem esa od Alicji. Chciała, żebym do niej wpadł, bo mnie potrzebuję. "Chyba zapomniała, że jestem bardzo pilnym uczniem" - pomyślałem. Jednakże w głębi serca nienawidziłem tam chodzić, nienawidziłem oglądać tych fałszywych mord. 
Wypełzałem spod kołdry, po 10 minutach byłem gotowy do wyjścia. 
-Idę.-wykrzyczałem. 
-O której wrócisz?-zapytała jak zwykle mama.
-Jak skończę lekcje, cześć.-rzuciłem i wyszedłem zatrzaskując za sobą drzwi, nie oczekiwałem żadnej odpowiedzi od kochanej mamusi. 
Powolnym krokiem szedłem w stronę mieszkania dziewczyny. Gdy pod nim stanąłem zawahałem się, czy wejść. Nigdy tam nie wchodziłem, przynajmniej się nie starałem. Oparłem się o płot, po chwili otrzymałem wiadomość "Zaraz wyjdę, poczekaj chwile." Nic na to nie odpisałem, tylko posłusznie czekałem. 
Po kilkunastu ciągnących się minutach na podwórku pojawiła się Alicja, a za nią facet, który wyraźnie był zdenerwowany. 
Rzuciłem torbę pod furtkę i niechętnie podszedłem bliżej. 
Nieznany mi mężczyzna najwidoczniej mnie nie widział, albo nie chciał mnie widzieć, bo po chwili zaczął szarpać moją koleżankę.. 










 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział 9.

5 komentarzy - kolejny rozdział.


 
  Była to wiadomość od Agaty. Nie miałem ochoty z nią pisać ani nic w tym stylu. Przecież miała swoich zajebistych kolegów. 
Zamknąłem okno komunikatora i położyłem się na łóżku, nie trwało długo, a zasnąłem. 
*Kolejny dzień.*
Obudziło mnie pukanie do drzwi, w domu nikogo nie było, jak zwykle w niedziele. Niechętnie zszedłem na dół. W progu stała Agata. Wpuściłem ją do środka.
-Coś do picia?-zapytałem oschle.
-Nie, dziękuje.-odpowiedziała.
-Więc co cie do mnie sprowadza?-wbiłem wzrok w okno.
-Chciałam pogadać..-urwała.
-No to słucham.-wzdychnąłem.
Nie miałem najmniejszej ochoty słuchać o tym, że to tylko znajomy, ale cóż.
-Chciałam tylko..-przerwała.
-Tylko co? Powiedzieć, iż to TYLKO kolega. Fajnie, lecz znam już tą gadkę.-zmierzyłem ją wzrokiem.
Nic nie odpowiedziała, a ja sam już miałem dość tego wszystkiego.
-Coś jeszcze masz mi do powiedzenia?-rzuciłem.
-Nie wiem.. Nie..-spuściła głowę.
Wewnątrz mnie coś pękło. Mocno ją do siebie przytuliłem, wtuliła się we mnie, jak małe dziecko.
Po dłuższym czasie odkleiliśmy się do siebie i udaliśmy się na górę.
-Nie kłóćmy się więcej..-wyszeptałem.
-Dobrze..-odpowiedziała tym samym mocniej się we mnie wtulając.
Długo tak jeszcze rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym. Wiedziałem, że dziewczynę coś gryzie, nie chciałem na nią naciskać, doskonale wie, że zawsze może mi wszystko powiedzieć.
Uwielbiałem, jak gubiła się gdzieś w mojej bluzie, i pojawiało się takie małe bezbronne dziecko, które gdzieś się pogubiło i potrzebuje pomocy.
Tylko Agata tak potrafiła. Poczułem, jak osuwa się o moją klatkę piersiową, a jej dłonie zgubiły swój uścisk, spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się sam do siebie.. Zasnęła. Ułożyłem ją delikatnie na łóżku i otuliłem kołdrą, a sam położyłem się obok i patrzyłem, jak słodko zmorzył ją sen.
Postanowiłem, iż zrobię coś do jedzenia w czasie, gdy księżniczka śpi.
Po cichu zszedłem na dół, i odruchowo popatrzyłem przez okno, zauważyłem tam..




niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 8.

5 komentarzy - kolejny rozdział.


Po dłuższym czasie znaleźliśmy się przed jakąś ruderą. Alicja złapała mnie za rękę i wciągnęła do środka.
Zauważyłem tam Igora i paru inny ludzi. Kiedyś powiedziałbym, że są to moi znajomi..
-Cześć.-rzuciła dziewczyna.
-Siema.-odpowiedzieli chórem.
-A to jest Paweł.-wskazała palcem na mnie.
-Hej.-zmierzyli mnie wzrokiem i wrócili do swoich spraw.
Podszedł do nas jakiś chłopak, ewidentnie był pijany. Zaczął mamrotać coś pod nosem i szarpać Alicje. 
Na początku się nie wtrącałem, bo przecież była to ich sprawa, lecz po chwili ona sama miała dość natręta. 
Odepchnąłem go.
-Spadaj.-powiedziałem. 
-Bo co?-zaśmiał się ledwo ustając na nogach.
-Bo nie życzę sobie, abyś tu stał.-wybuchłem.
-A kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać?-spytał.
-Widocznie kimś, kto jest na większym poziomie.-odpowiedziałem tym samym wymierzając pięść w jego twarz. 
Upadł na fotel, który stał za nim, wszyscy spojrzeli na nas, jednak fakt, że ktoś dostał po mordzie ich nie zaskoczył. 
-Idziemy.-urwałem po czym wziąłem dziewczyna za rękę i wyszliśmy na zewnątrz. 
Szliśmy przed siebie, między nami istniała bariera, nie mogliśmy normalnie rozmawiać, o tym co stało się przed chwilą.
Doszliśmy nad jezioro, które teraz było zamienione w lodowisko, nienawidzę zimy. 
-Dziękuje..-wyszeptała. 
-Za co?-zapytałem nie patrząc na nią.
-Wiesz, za co..-urwała.
-Nie masz za co dziękować, to nic.-uśmiechnąłem się.
Pożegnaliśmy się, i każde ruszyło przed siebie. Postanowiłem, iż wrócę już do domu.
*W domu.*
-Gdzie byłeś?-zaczęła pytać od progu, mama.
-Daleko.-urwałem.
-Mógłbyś normalnie odpowiadać?-spytała lekko poirytowana. 
-Nie, nie mógłbym. Jestem kurwa dorosły i sam odpowiadam za swoje życie!-wykrzyczałem tym samym idąc do pokoju.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi i przekręciłem klucz w zamku. 
Włączyłem laptopa, założyłem słuchawki i puściłem "Underoath - You're Ever So Inviting".
 Na gadu miałem jedną wiadomość..





sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 7.

5 komentarzy - kolejny rozdział. 


W tyle usłyszałem męski głos. 
-Cześć.-rzuciła zadowolona. 
-No cześć.-odpowiedziałem ciszej.
-Co tam?
-Nie nic. Mniejsza. Nie będę ci lub wam przeszkadzał.-wybuchłem tym samym naciskając czerwoną słuchawkę. 
Wewnątrz mnie, coś pękło. Rzuciłem komórką o ścianę, tym samym rozwalając czwartą w tym miesiącu.
Do pokoju weszła Karolina.
-Coś się stało?-spytała siadając obok.
-Nic, nic. Przepraszam, za ten hałas. Telefon mi spadł.-odpowiedziałem kłamstwem.
-Tsa, jasne.-spojrzała na mnie.
-No serio. Czy ty śmiesz mi nie wierzyć?-zaśmiałem się.
-Nic nie mówię. Tylko tyle, że jak zwykle, kłamiesz-wymamrotała wychodząc z pokoju. 
Nie zważając na to, iż w domu byli wszyscy, włączyłem wieże i puściłem "Underoath - a boy brushed red living in black and white". Położyłem się na łóżku, wpatrzony w sufit zasnąłem.
*Kilka dni później - sobota.*
Obudziłem się po 9. Brak telefonu mnie przytłaczał, ale zdążyłem się przyzwyczaić do faktu, iż bez niego też da się żyć.
Wypełzałem spod kołdry, lecz zrobiło mi się zimno i otuliłem się kocem i ogarnąłem zawartość mojej szafy. 
Wyciągnąłem z niej czerwone rurki i czarną, szeroką bluzę, miałem do niej sentyment, gdyż dostałem ją od Agaty na urodziny. Udałem się do łazienki, gdzie wziąłem prysznic i doprowadziłem się do porządku. 
Wróciłem do pokoju, o dziwo było tam czysto. Usiadłem na podłodze opierając się o ścianę, laptopa ułożyłem wygodnie na moich kolanach i go odpaliłem. 
Zacząłem ogarniać ludzi na epciu, na gadu kilkuset dostępnych, ale nie było w nich nikogo ciekawego.
Postanowiłem, że ruszę tyłek i pójdę na dwór. 
Założyłem swoją kurtkę w czarno-niebieską kratę, na uszy wcisnąłem słuchawki i pierwszy raz od dawna puściłem "Huczuhucz - Wkładam w to całe serce".
Ruszyłem w stronę parku. 
Usiadłem na ławce i mierzyłem wzrokiem każdego idącego człowieka. 
Obok mnie znalazła się Alicja. Szturchnęła mnie, a ja chcąc nie chcąc musiałem zatrzymać muzykę.
-Cześć.-rzuciła.
-O, hej. Co tu robisz?-zapytałem z uśmiechem na twarzy.
-Śledzę cie.-zaśmiała się.
-No, a tak serio?
-A nic, wyszłam bo miałam już dość Igora.-wymamrotała.
-Nie dziwie ci się.-uśmiechnąłem się.
-Czemu nie odbierasz fona?-spytała patrząc na mnie.
-Bo go nie mam. Znaczy zepsuł się. Ja go zepsułem..-urwałem.
-To co ty z nim robiłeś?
-Wkurwiłem się, a tylko on leżał w pobliżu.
-Co się stało?
-Nic, nieważne.
-Dziewczyna cie zdradziła?-wybuchła śmiechem.
Nic nie odpowiedziałem, nie znałem odpowiedzi na to pytanie, więc tylko spojrzałem po niej.
Po dłuższej chwili milczenia zadzwoniła komórka dziewczyny. Odebrała, lecz po chwili się rozłączyła.
-Chodź..-urwała.




piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 6.

5 komentarzy - kolejny rozdział.
 
 
Nie znałem jej.. 
Jej spojrzenie wędrowało po całej przestrzeni pokoju, aż wróciło do mojej osoby. W jej oczach rozpaliła się iskierka, jednak nie byłem w stanie rozpoznać jej humoru, jak i zamiarów.
Podeszła do mnie.
-Cześć, jestem Alicja.-podała mi rękę.
-Yyy.. Cześć, jestem Paweł.
-Czego tu szukasz?-zapytała oschle.
-Niczego. Igor kazał mi tu przyjść.-odpowiedziałem.
-Ćpun..?-urwała po cichu.
-Kiedyś. Wyrwałem się z tego gówna.-odburknąłem.
-Jasne.-wybuchła śmiechem.
Zmierzyłem ją wzrokiem po czym zwróciłem się do chłopka.
-A więc czego chcesz?-zapytałem.
-Nie tutaj..-wyszeptał.
-To kurwa gdzie?!-wybuchłem.
-Niedługo się odezwę.-wymamrotał.
-Yhh! Pierdol się.-krzyknąłem tym samym wychodząc z jego mieszkania.
Za mną wyszła Alicja. Szliśmy w ciszy, po dłuższym czasie ona ją przerwała.
-O co ci chodzi?-zapytała zapalając papierosa.
-O nic. Czego ode mnie chcesz?
-Niczego. Jesteś dziwny.-zaśmiała się.
-Dzięki?-uśmiechnąłem się.
-Nie no, w dobrym znaczeniu tego słowa.
-No jasne, i co jeszcze?
-Nic, nic. Czemu..?-urwała po cichu.
-Nie ćpam? Bo to mnie niszczyło. I w sumie, to mam tu dla kogo żyć.
-Hmm.. Czyżby dziewczyna?-szturchnęła mnie.
-No raczej, nie inaczej.-zaśmiałem się.
Rozmawialiśmy tak przez długi czas, doszliśmy do parku, gdzie się pożegnaliśmy.
Wymieniliśmy się numerami i każde z nas, ruszyło w swoją stronę.
Powolnym krokiem udałem się do domu. Nie śpieszyło mi się, gdy miałem tam go zobaczyć.
*W mieszkaniu.*
-Gdzie byłeś?-zapytał zadowolony ojciec.
-Daleko od ciebie, kochany tatusiu.-wymamrotałem.
-Nie pyskuj!-wybuchnął.
-Bo co kurwa? Znowu mnie uderzysz?-krzyknąłem.
Na te słowa, nic nie odpowiedział, wrócił do salonu, aby oglądać mecz.
Z kuchni wziąłem wodę i poszedłem do swojego pokoju. Włączyłem laptopa, zdjąłem bluzę i rzuciłem ją na łóżko, wtedy usłyszałem, jak wypadł mój telefon.
-Kurwa..-burknąłem.
Zadzwoniłem do Agaty, w tle usłyszałem.. 



czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 5.

3 komentarze - kolejny rozdział.

 W progu stanęli jej rodzice. Zrobili krzywą minę widząc mnie w swoim domu. Niespecjalnie za sobą przepadaliśmy.
-Dzień dobry.-wymamrotałem.
-Dzień dobry.-odpowiedzieli chórem.
-To ja już będę się zbierał.-rzuciłem w stronę dziewczyny.
-Nie, dlaczego?
-Bo jest już późno. Poza tym w domu pewnie się niecierpliwią.-odpowiedziałem kłamstwem.
-No jeżeli tak uważasz..-wyszeptała.
-Dziękuje, za miły wieczór i poranek i ogólnie za wszystko.-uśmiechnąłem się.
-A nie ma za co.-odwzajemniła uśmiech tym samym żegnając się ze mną.
Wyszedłem z domu i powolnym krokiem ruszyłem w stronę parku, jakoś nie śpieszyło mi się z powrotem.
Znowu zacząłem się zastanawiać nad tym całym bagnem w którym siedzę. Wyjąłem z kieszeni telefon i spojrzałem na wyświetlacz. Widniało na nim mnóstwo połączeń nieodebranych.
Kilka od rodziców i siostry, Agaty, a nawet Igora. "Kolega od błędów przeszłości się odezwał."-pomyślałem.
Wybrałem numer chłopka i przyłożyłem komórkę do ucha.
-No?-usłyszałem ten stary zaćpany głos.
-Coś ode mnie chciałeś.-odpowiedziałem.
-Aaa, to Ty. No bo mam do ciebie spraw.-wymamrotał ledwo słyszalnym głosem.
-Jaką znowu?-zapytałem.
-Przyjdź a się dowiesz.
-Tam gdzie zawsze?
-No raczej, nie inaczej.-zaśmiał się.
-Dobra, zamknij ryj.-rzuciłem z poirytowaniem, po czym się rozłączyłem.
Założyłem słuchawki i puściłem "As i lay dying - Forever" tym samym mocnej wciskając głowę w kaptur.
*Przed mieszkaniem Igora.*
Zatrzymałem się przed tą ohydną dziurą w której mieszka stary znajomy. Bez jakichkolwiek uczuć wszedłem do środka.
-Siema.-rzucił uśmiechnięty kolega.
-Całe życie na haju, co..?-zapytałem oburzony.
-Ludzie się nie zmieniają, Pawełku.-odpowiedział poklepując mnie po ramieniu.
-Mówisz? Masz przed sobą żywy dowód na to, że każdy może się zmienić.-wybuchłem.
-Tak, tak.. Ale wiesz, ćpun na zawsze pozostanie ćpunem.-zaśmiał się.
-Właśnie Igorku.-powiedziałem poirytowany, po czym z całej siły cisnąłem pięścią w jego twarz.
Poleciał na podłogę i spojrzał się na mnie.
-Za co?-zapytał z deka przyćmiony.
-Za chęć do życia i za miłość do ojczyzny, kurwa.-wybuchłem.
Nic nie odpowiedział, wstał, wytarł krew z nosa i podszedł do mnie.
-Coś jeszcze, psze pana?-zapytałem odsuwając się w tył.
-Miałem sprawę, tak?
-No. To mów, mam ciekawsze zajęcia od sterczenia tu z tobą.
Już miał przechodzić do rzeczy, gdy nagle z drugiego pokoju wyłoniła się tajemnicza dziewczyna..



środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 4.

3 komentarze - kolejny rozdział.

Idąc zacząłem się zastanawiać, jak to by było, gdyby..
Z zamyśleń wyrwał mnie, znowu dzwoniący telefon. Z poirytowaniem odebrałem.
-Czego kurwa?!-wykrzyczałem do słuchawki.
-Spokojnie, to tylko ja.-odpowiedziała Kasia.
-Aaa. wybacz..-urwałem.
-Czemu się nie odzywasz?-zapytała.
-Brak czasu, szkoła, dom, problemy.-rzuciłem od niechcenia.
-Jakie problemy?-westchnęła.
-Moje..-ściszyłem głos.
-Chcesz sie wygadać?-spytała, tak jakby wiedziała, że właśnie tego potrzebuje.
-Chcesz..
-To czekam na ciebie.-powiedziała zadowolona po czym się rozłączyła.
Spojrzałem na niebo, a potem na wyświetlacz. Była dokładnie 23.30. Szybszym krokiem ruszyłem pod dom dziewczyny.
Zatrzymałem się przed drzwiami i już rwałem się z zamiarem zapukania, gdy w tym samym czasie Kasia je otworzyła i wciągnęła mnie do środka.
Zrobiła mi gorące kakao i usiedliśmy przy stole.
-Gdzie masz rodziców?-zapytałem unikając jej pytań.
-Wyjechali w delegację. I w sumie to dobrze. Ale nie o tym mieliśmy rozmawiać.-spojrzała na mnie.
-Dobra, dobra..-westchnąłem.
-To mów, co się dzieje?-zapytała popijając kakao.
-Nic.. Ojciec. Przecież znasz go, miały zły dzień..-urwałem.
-Coś..?
-Nie, nie, nic nie zrobił.-przerwałem jej, bo to było jej standardowe pytanie.
Na te słowa nic nie odpowiedziała i mocno mnie przytuliła.
-Może coś obejrzymy?
-Jakieś propozycje?-spytałem zaciekawiony.
Zamyśliła się na chwile.
-Nasz ulubiony!-wykrzyczała.
-"Pokój na czacie"?-uśmiechnąłem się szeroko.
-No pewnie!-zaśmiała się.
Włączyła film, a ja w tym czasie wygodnie rozwaliłem się na kanapie, a dziewczyna obok. Po między nami położyliśmy miskę z chipsami i popcornem.
Nie, żeby to był jakiś straszny horror, czy jakikolwiek horror, prosty thriller dający wiele do myślenia, po obejrzeniu go, przeżywałem każdą sytuacje tam przedstawioną i porównywałem wszystko do swojego życia.
Przed zaśnięciem wstrzymywało mnie tylko zakończenie, choć znałem je na pamięć.
Zauważyłem, iż pani obok zasnęła, zaniosłem ją delikatnie do łóżka, a ja sam z powrotem zszedłem na dół kontynuując oglądanie. Czułem się swobodnie, przyjaźnimy się od dzieciństwa. Była jedyną normalną dziewczyną w szkole.
W końcu zasnąłem.
*Kolejny dzień-rano.*
Obudziłem się z niewyraźnym obrazem przed sobą. Na stole stało już śniadanie, a w kuchni krzątała się Kasia. Usiadłem wygodnie na fotelu i zacząłem jeść, wtem do pokoju weszła dziewczyna.
-Częstuj się.-uśmiechnąłem się szeroko.
-Dziękuje, za pozwolenie.-zaśmiała się.
-A nie ma za co. Czuj się, jak u siebie.-wybuchłem śmiechem.
-Spadaj.-odwzajemniała śmiech.
-Nie, nie, tu mi wygodnie. Dzięki, że pytasz.-powiedziałem rzucając w nią okruszkami chleba.
Wygłupialiśmy się tak jeszcze przez dłuższy czas, aż do momentu, gdy rozległo się pukanie do drzwi..




wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 3.

3 komentarze - kolejny rozdział. 


Tym samym przysuwając się do niej.. Chciałem ją pocałować, lecz nie wykazała zainteresowania moją osobą. Zagryzłem wargę i odwróciłem głowę bok.
-Idziemy na górę..?-zapytałem wbijając wzrok w ścianę.
-Możemy iść.-odpowiedziała zupełnie nie zauważając mojego wyrazu twarzy.
W pokoju Agata wygodnie rozłożyła się na łóżku, a ja obok. Przymknąłem oczy wpatrując się w sufit. Zawsze to robiłem, gdy mój światopogląd nagle ulegał zmianie. 
Po chwili poczułem, jak w moje ciało wtula się dziewczyna, mocno ją przytuliłem całują delikatnie w czoło, widziałem, jak na jej twarzy pojawia się uśmiech.
Zasnęliśmy w objęciach. 
Po przebudzeniu spojrzałem się na zegarek, była 22.36. 
-Jak już późno.-wymamrotałem.
-Musze już iść.-rzuciła od niechcenia. 
-Nie puszczę cię samej. Odwiozę cie.-odpowiedziałem.
-Dziękuje.-wyszeptała delikatnie muskając mnie w policzek.
Zeszliśmy na dół i szykowaliśmy się do wyjścia. W czasie drogi rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. 
Pocałowaliśmy się na pożegnanie i ruszyłem z powrotem. Myślami błądziłem po wspomnieniach. Nie lubiłem ich, ale przecież tak musiało być, nie..?
*W domu.*
Pierwszy raz od dawna rodzina była w komplecie. Nawet ojciec wrócił z delegacji, nie cieszyło mnie, gdyż nasze stosunki nie były zadowalające.. 
Nie miałem najmniejszej ochoty słuchać o tym, jaki to on zmęczony jest. "Chore brednie."-pomyślałem.
Udałem się do siebie, tam odpaliłem laptopa, puściłem Huczuhucza i ogarnąłem ludzi na epie, gdy wtem rozległ się dźwięk mojego telefonu. Nie odebrałem, nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Zastanawiałem się nad różnymi rzeczami, nawet nad tymi najgorszymi, gdy zawołał mnie "kochany tatuś".
Wiedziałem, że będzie kłótnia, a na kimś musi się wyżyć. Powolnym krokiem zszedłem na dół, aby wysłuchać, co ciekawego ma mi do powiedzenia.
-Co chcesz?-zapytałem nie patrząc na niego.
-Może byś się na mnie spojrzał?
-Może tak, może nie.
Złapał mnie za ramie i potrząsnął mną, nic nowego, przyzwyczaiłem sie do gorszych rzeczy.
-Puść mnie, kurwa!-wybuchłem odpychając go od siebie.
-Bo?-zaśmiał się ironicznie łapiąc za drugie ramie.
-Bo nie jesteś moim prawdziwym ojcem, a byle komu nie dam sie dotykać.-wyrzuciłem, tym samym wyrywając się z jego uścisku.
Wyszedłem na dwór i ruszyłem przed siebie.. 
-Nie wrócę tam..-wyszeptałem pod nosem.
Ruszyłem w stronę lasu.. 


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 2.

2 komentarze - kolejny rozdział.



Zobaczyłem Patrycje.. W sumie, to stara znajomość. Przyjaźniliśmy się od podstawówki, a po zakończeniu gimnazjum wszystko się jakoś rozjechało.
Gdy ją zauważyłem schowałem sie za drzewem i bacznie obserwowałem, każdy jej gest. Pozostała, taką jaką ją zapamiętałem. Między nami rzadko bywało źle, ale wprowadziła mnie też w bagno, z którego ciężko było mi potem wyjść..
Po chwili straciłem dziewczynę z pola widzenia, otrząsnąłem się, i szybkim krokiem ruszyłem przed siebie.
*Przed domem Agaty.*
Usiadłem na schodach i zadzwoniłem do Agaci.
-Może by jaśnie pani, ruszyła tyłek?-zapytałem uśmiechając się do słuchawki.
-No już, zaraz, zaraz.-urwała.
-Zwiększ swe ruchy.-rozłączyłem się.
Nie wchodziłem do środa.. Jej ojciec nie bardzo za mną przepadał, z wzajemnością, oczywiście.
Po 10 minutach, dziewczyna wyszła na dwór zakładając czapkę.
-Dłużej się nie dało?-zapytałem lekko poirytowany.
-Dało, dało. Jak chcesz, to mogę wrócić i przyjść za godzinę.-zaśmiała sie.
-Spadaj, złośliwcu.-uśmiechnąłem się.
Agata pocałowała mnie w policzek. Złapaliśmy się za ręce i wolnym krokiem udaliśmy się w drogę powrotną.
Przez chwile szliśmy w milczeniu, a ja sam myślami uciekłem gdzieś daleko.
-Jesteś niewyraźny.
-Wydaje ci się.-odpowiedziałem kłamstwem.
-Jasne.. Ale, jak nie chcesz mówić, to okey.-rzuciła przyśpieszając kroku.
-No czekaj fochmistrzu.-zaśmiałem sie.
Spojrzała na mnie spod włosów, które zasłaniały jej piękne granatowe oczy.
-Przepraszam..-wyszeptałem.
-Nie masz za co. Chciałam tylko wiedzieć, co sie stało.-na jej twarzy zawitał lekki uśmiech.
-Nic miśku.-odpowiedziałem odgarniając włosy z jej czoła.
Przytuliła się do mnie szepcząc.
-Kiedyś mówiłeś mi wszystko..
-Nadal mówię..
-Nie, i sam doskonale o tym wiesz.. Znowu zamykasz sie w sobie..-wyszeptała mocniej wtulając sie we mnie.
Na te słowa nic nie odpowiedziałem. Nie chodziło o to, że ja nic jej nie mówię, jednak czułem, iż czasami ma dość słuchania moich problemów.. A ja przecież dawałem sobie rade..
W końcu oderwaliśmy się od siebie i bez słowa ruszyliśmy dalej.
*W domu.*
Od razu po wejściu do domu, znaleźliśmy sie w kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do pica. Na zewnątrz niezbyt przyjemnie.
Zrobiłem kakao. Usiedliśmy przy stole, nie rozmawialiśmy, może to i lepiej, nie miałem ochoty na kolejną kłótnie.. Tak, dokładnie kłótnie, bo tak właśnie to by sie skończyło.
Po dłuższym zastanowieniu się, położyłem dłoń na dłoni Agaty, tym samym..



niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 1.

Obudziłem się tuż przed 14. Skutki wczorajszej imprezy były cholernie odczuwalne, czułem, jak świdruje mi głowa. Wypełzałem spod kołdry i spojrzałem po sobie, spałem w ubraniach. Fakt faktem, nic nie pamiętam z minionego wieczoru.
Przy wyjściu z pokoju musiałem uważać, aby na nic nie stanąć. Chwiejnym krokiem zszedłem na dół
-Cześć synku.-rzuciła mama.
-No cześć.-odpowiedziałem od niechcenia.
-Co chcesz na śniadanie?-zapytała.
-Nic, nie jestem głodny.-wymamrotałem.
-Ale musisz, bo..-urwała.
-Ja wiem co musze, jednak przypominam ci, iż jestem dorosły.-wybuchłem.
-To, że masz 18 lat nie czyni cie wielce dorosłym.
Spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem, a dało to efekt taki, że zamilkła i przestała mi truć. Z lodówki wyciągnąłem  wode i udałem sie z powrotem na góre. Tam ogarnąłem szafe, z której wziąłem czarne rurki i koszulke z pumy, po czym ruszyłem w strone łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic i przemyłem twarz, by się trochę rozbudzić.
Wróciwszy do pokoju, wypiłem wode, a butelkę wyrzuciłem pod biurko, tym samym znajdując laptopa. Włączyłem go, w sumie bez jakiegoś szczególnego celu.
Puściłem sobie "Underoath - When the sun sleeps" i zacząłem szukać swojego telefonu, który znalazł sie pod poduszką. Miałem trzy wiadomości. Były to reklamy z plusa i jeden es od Agaty.. Fuck! Miała dzisiaj do mnie wpaść. "Hej skarbie. : * O której sie widzimy? : *" po dłuższej chwili namysłu odpisałem "Hej. : * Może być po 16? : *". Na odpowiedź nie czekałem długo "Może być. : *" uśmiechnąłem sie sam do siebie, gdyż miałem jeszcze niecałe dwie godziny, by posprzątać w pokoju.. Lecz, od czego ma sie młodszą siostre.
-Młooooda!-zawołałem.
-Czego?-rzuciła stając w progu.
-Wiesz, że cie kocham, prawda siostrzyczko..?-urwałem z ironicznym uśmiechem.
-Nie, nie, nie.. Nie sprzątam.-odpowiedziała wybuchając śmiechem.
-Dam ci dyche..-wymamrotałem.
-Dwie.-szturchnęła mnie.
-Dobra, niech ci będzie, zdzierco.-odpowiedziałem z niezadowoleniem.
*Godzina 15.30*
Agata upomniała się, aby po nią wyjść "A to nowość"-pomyślałem.
-Wychodze!-krzyknąłem.
-O której będziesz?-zapytała mama udająca zatroskaną.
-Za pół godziny.-wymamrotałem.
-No dobrze, pytam tylko.
-To nie pytaj, kurwa..-wyszeptałem sam do siebie.
Wychodząc z domu założyłem słuchawki, tym samym włączając "Adept - Sound the alarm" .
Powolnym krokiem ruszyłem w stronę domu Agaty, gdy nagle zauważyłem..