sobota, 9 marca 2013

Rozdział 24.

Komentować. : *





*Lipiec.*
Nie wiele zmieniło się od poprzedniego miesiąca. Po woli starałem się wrócić do rzeczywistości i żyć normalnie, przecież kiedyś trzeba. 
Obudziły mnie wibracje telefonu. Niechętnie wsunąłem rękę pod poduszkę w celu jej znalezienia.
Otworzyłem oczy, lecz jak przez mgłę widziałem literki, które się rozpływały z każdym przybliżeniem.
Tak! W końcu się udało, jednak treść nie była godna mojej uwagi, bo to tylko kolejny denny sms od Igora. Nie wiem czego ten facet jeszcze ode mnie chciał.
Wzdychnąłem i zacząłem myśleć. 
-Nie, nie..-wymamrotałem siadając na oparciu łóżka. 
Postanowiłem, że nie będę się zadręczał tym co mogło być, ale nie będzie.
Wciągnąłem pierwsze lepsze spodnie i koszulkę z "naćpanym kosmitą". 
Wybrałem numer do Alicji. 
-No czeeeeść!-krzyknąłem radośnie do słuchawki. 
-Ciszej..-wyszeptała, jakby przez sen.
-Mniej picia, więcej czasu ze mną.-zaśmiałem sie.
-Dobra debilu. Czego chcesz?-spytała.
-Niczego kurwa. Uprzejmość to u Ciebie podstawa co? Ale mniejsza, za 10 minut będę. Ogarnij się, czy coś. Siema.-nacisnąłem na czerwoną słuchawkę za nim dziewczyna zdążyła wydobyć jakiekolwiek słowo. 
Wziąłem słuchawki i zszedłem na dół, gdzie czekał już ojciec z nieciekawym wyrazem twarzy. 
-Gdzie idziesz?-zmierzył mnie wzrokiem.
-Do koleżanki.-odpowiedziałem nie zwracając na niego uwagi.
-Koleżanki?-zaśmiał się ironicznie.
-No patrz, ja w przeciwieństwie do Ciebie je mam, Ty to masz tylko dziwki, które przychodzą w sprawach niby rozwodowych. Nie no, fakt, pomagasz im w tym.-powiedziałem bezbarwnym tonem po czym wyszedłem z domu zatrzaskując za sobą drzwi. 
Przed bramą stał Igor. Chodził nerwowo w tę i z powrotem. 
-Coś tu zgubiłeś?-założyłem słuchawki przez szyje i spojrzałem na chłopaka.
-Ciebie!-wybuchł łapiąc mnie za koszulkę.
-Ogarnij chuju. Twoje interesy ze mną się zakończyły i to już dawno.-odepchnąłem go od siebie.
-Zobaczymy jeszcze.-wyrzucił i wbił swoje ciemnozielone tęczówki w moją osobę. 
Uraczyłem go środkowym palcem i ruszyłem przed siebie. 
*Przed domem Alicji.*
Podniosłem rękę i chciałem zapukać, jednak przyjaciółka była szybsza i bez słowa wciągnęła mnie do środka. 
-Aż tak za mną tęskniłaś?-wybuchłem śmiechem.
-Śnisz Kocie.-zaśmiała się szturchając mnie w ramię. 
-To foch! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę!-odwróciłem się do niej plecami i skrzyżowałem dłonie. 
-No już dobra. Troszeczkę, ale tak tylko tyci, tyci za Tobą tęskniłam.-przytuliła się do mnie. 
-No i tak ma być zawsze.-uśmiechnąłem się. 
-Niee, zapomnij, never!-ruszyła zabawnie brwiami.
-Dobra dupku! Chodź lepiej na miasto, bo ciepło jest i trzeba coś zrobić z tym dniem.-wyszczerzyłem zęby. 
-Idziemy do KFC! I nie ma mowy, że nie! Ja tak mówie i tak ma być!-wymachiwała mi ręką przed oczyma i wyleciała na dwór, jak z procy, a ja za nią.
W drodze cały czas się śmieliśmy i szturchaliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, dopiero przy temacie naszego "kolegi" Alicja posmutniała.. 





Wybaczcie, że z takim opóźnieniem.
Problemy techniczne. ;3


poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 23.

7 komentarzy - kolejny rozdział.





*Kilka miesięcy później - czerwiec.*
Przez ostatnie cztery miesiące nic szczególnego się nie stało, wszystko po staremu.
Przyjaźń z Natalią się rozwijała, więc nie było źle. 
Do końca szkoły zostały dwa tygodnie, oceny powystawiane, w tym roku, nawet nie było tak tragicznie, jak mogło się wydawać. 
Fakt, że niedługo wakacje, bardzo mnie zadowalał. 
Była sobota, wstałem, jak zawsze w takie dni, czyli po 14, nigdzie mi się nie śpieszyło, dopiero potem przypomniało mi się, że właśnie dzisiaj miałem spotkać się z Alicją. 
Niechętnie wypełzałem z łóżka, było mi zimno, miałem ochotę wrócić pod cieplutką kołdrę, lecz plany na popołudnie były inne. 
Podszedłem do szafy w celu znalezienia, jakichś w miarę niepogniecionych ubrań. 
Po dłuższym zastanowieniu wyciągnąłem białą bluzę i przetarte szare jeansy, po czym udałem się do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic, umyłem zęby i wróciłem do pokoju. 
Zacząłem szukać telefonu pod poduszką, przeważnie tam był, ale nie tym razem. W końcu zmęczyło mnie to poszukiwanie i sobie odpuściłem. Wiedziałem, że prędzej czy później się znajdzie. 
Kompletnie nic mi się nie chciało, do tego młoda włączyła to swoje gówno. 
Mimo, iż jesteśmy rodzeństwem, cenimy sobie inne gatunki muzyczne. 
*Przed spotkaniem.*
Znalazłem komórkę, leżała na podłodze przywalona ubraniami, tak więc, nic nowego. 
Na wyświetlaczu widniała 16.25, o 17 mieliśmy się spotkać przy stawie.
Powolnym krokiem ruszyłem w stronę parku, w uszy wcisnąłem słuchawki, gdzie leciała ostatnio słuchana piosenka "Huczuhucz - Nikotyna, kofeina, Ty", deszcz idealne współgrał ze słowami. 
Cały świat stał się szary, gdyż delikatne krople zamieniły się w ulewę, kocham ten stan, tak mogłoby być zawsze, nie potrzebuję słońca, wręcz mi przeszkadza. 
Droga minęła mi dość szybko, jak nigdy. 
Przy niewielkim stawie stała dziewczyna. Przystanąłem, aby dokładnie się jej przyjrzeć, choć wiedziałem, że to Alicja, jednak wyglądała nietypowo, jak nie ona. Miała na sobie czarną koszulkę, zwyczajne, ciemno-niebieskie tenisówki, a na głowię białą chustę. Wpatrywała się gdzieś w dal, coś ją gryzło.
Podszedłem do niej i lekko przytuliłem od tyłu.
-Na kogo czekasz..?-uśmiechnąłem się ponuro w cichym pytaniu.
-Na księcia z bajki.-odpowiedziała ciszej.
-Ou.. To pomyliłem chyba koleżanki.-zaśmiałem się.
-Niee, dobrze trafiłeś.-wymamrotała opierając głowę o moją klatkę piersiową. 
-Ale nie jestem twoim wymarzonym księciem, a tym bardziej z bajki.-przygryzłem wargę.
-Nie jesteś, lecz dobry przyjaciel też może być.-wzdychnęła. 
-No to mów, co się stało.-wyszeptałem jej do ucha.
-Nie tu.. Nie teraz.. Potem..-urwała, momentalnie wyrywając się z moich ramion. 
-To gdzie?-spojrzałem trochę zdezorientowany. 
-Nie wiem, nie tu.-rzuciła, po czym zmierzyła mnie wzrokiem.
Nie odpowiedziałem nic, jednak domyślałem się, o co może chodzić..
*Kolejny dzień.*
Nie mogłem spać całą noc, byłem ciekaw co ma mi do powiedzenia przyjaciółka.
Przesiedziałem przy komputerze około 4 godzin pisząc z Natalią, z nią czas leciał szybciej, a poza tym dobrze mi się z nią pisało.
Dopiero potem ogarnąłem, to co działo się na profilu Agaty. Miałem dość wszystkiego i od razu humor mi się spieprzył. Nie miałem na nic ochoty.
Pożegnałem się z koleżanką i położyłem się do łóżka. Wpatrywałem się w sufit myśląc o wszystkim i o niczym, postanowiłem, że wszystko zakończę..






środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 22.

7 komentarzy - kolejny rozdział.




Fakt, iż nie znałem tego numeru jeszcze bardziej mnie zachęcał do odrzucenia połączenia. Nigdy nie odbieram od nieznajomych, więc tym razem nie zrobię wyjątku. 
Nacisnąłem czerwoną słuchawkę, po czym rzuciłem telefon gdzieś w głąb kołdry i wróciłem do laptopa.
Przeglądałem przez chwile różne strony, po czym postanowiłem się wykąpać, zimna kąpiel mi nie zaszkodzi. 
Z szafy wyciągnąłem białą bluzę i szare poprzecierane rurki i udałem się do łazienki. 
Woda była tak ciepła, że nie miałem najmniejszej ochoty wychodzić, no ale przecież kiedyś trzeba.
Niechętnie wyszedłem z wanny i ubrałem się w przyszykowane rzeczy. 
Nie miałem planów na wieczór, tym bardziej, iż jutro szkoła. Nie zadowalało mnie to, ani trochę.
Wziąłem ze sobą komputer i zszedłem na dół, do salonu. Włączyłem telewizor, lecz nie oglądałem, tak po prostu do towarzystwa mi tam gadał, jednak nie trwało długo, jak zasnąłem.  
*Kilka dni później.*
Był mroźny sobotni poranek. Nie miałem ochoty wychodzić na dwór, nigdy nie lubiłem zimy, i to się raczej nie zmieni.
Zrobiłem sobie ciepłe kakao i usiadłem do laptopa. Miałem szczęście, gdyż nikogo nie było w domu, w sumie to i dobrze, nie przepadam, jak w domu jest hałas i cały czas ktoś się przy mnie kręci.
Wszedłem na epulsa, jak co dzień. Miałem kilka wiadomości, parę zaproszeń do klubów i tego typu sprawy, nic szczególnego.
Tego dnia poznałem pewną dziewczynę. Nie wiem, dlaczego tak bardzo przykuła moją uwagę, lecz było w niej coś, co chciałem poznać. Poza tym, miała prześliczne zielone oczy.  
Postanowiłem, iż do niej napisze. Miałem świadomość tego, że może mnie całkowicie olać i nie odpisać, jednak przez neta jestem bardziej odważny, niż w rzeczywistości. 
Pisaliśmy tak dłuższy czas, aż dzień dobiegł końca i musieliśmy się pożegnać. Miałem cichą nadzieje, że może jeszcze kiedyś będziemy pisać. Wydawała się tajemnicza, i zamknięta w sobie. Czasami czułem, że potrafię zrozumieć takich ludzi, i po prostu im pomóc, może dlatego poszedłem na psychologię.
*Kolejny dzień.*
Zaczął się jak każdy inny. Wstałem po 13, niechętnie wypełzałem spod kołdry i ruszyłem w stronę łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic, przebrałem się w wczorajsze ubrania i umyłem zęby, po czym wróciłem do pokoju. Laptop był przysypany stertą książek i zeszytów. Nie zważając na wszystko, wyciągnąłem go i włączyłem.
W czasie, gdy mój kochany system windows się uruchamiał, ja zdążyłem zrobić sobie kanapkę i wypić butelkę zimnej coli, takie tam moje śniadanie.
Usiadłem na łóżku, opierając się plecami o ścianę i położyłem na kolanach komputer, podłączyłem słuchawki do wieży tym samym puszczając "Beautiful Remains - Black veil brides". Oddałem się w ramiona głośnych brzmień.
Ogarnąłem epcia i udało mi się trafić na dziewczynę, którą poznałem poprzedniego dnia.
Miała na imię Natalia, świetnie mi się z nią pisało i przy okazji szybko leciał czas.
Pomyślałem, że warto poznać ją bliżej. Jeszcze ze mną pisała, także co mi szkodziło.
Co do swoich podejrzeń. Była zamknięta w sobie, ale nie dawała po sobie tego poznać, jak większość nastolatków w takim stanie. Wiedziałem, że wszystkiego mi nie powie, przecież byłem obcą osobą, lecz wymieniliśmy się informacjami o sobie.. 






wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 21.

7 komentarzy - kolejny rozdział. 




-O czym?-spojrzała na mnie podejrzliwie. 
-O mnie. Ale w sumie, to już nieważne..-urwałem uśmiechając się szeroko. 
-No mów.-ciągnęła. 
-No serio nic.-próbowałem zakończyć temat.
Przez dłuższy czas się tak sprzeczaliśmy, po czym Agata stwierdziła, że musi już iść. Ściemniało się, więc postanowiłem, iż ją odprowadzę. 
Szliśmy trzymając się za ręce, lecz widziałem niezadowolenie w oczach dziewczyny. Mogłem się tylko domyślać o co chodzi.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, i ruszyłem w drogę powrotną. W uszy wcisnąłem słuchawki tym samym włączając "Asking Alexandria - The irony of your perfection". Uwielbiałem zatracać się w chaotyczniej muzyce i zapomnieć o wszystkim.
Wchodząc do mieszkania na ziemi znalazłem list adresowany do mnie, pieczątka sądu w Białymstoku mnie dobijała, nie musiałem tego nawet otwierać by wiedzieć o co chodzi. 
Rzuciłem kopertę gdzieś w kąt kuchni i poszedłem do siebie. Cieszył mnie tylko jeden fakt, że byłem sam i nikt nie będzie mi dupy zawracał. 
Rozłożyłem się wygodnie na łóżku, a na policzku poczułem łzę, jedną jedyną, jednak nie przejmowałem się tym co mnie może czekać, miałem to serdecznie gdzieś.
Po niedługim czasie udało mi się zasnąć. 
*Kilka dni później.*
Chodziłem już "normalnie" do szkoły, co u mnie w słowniku znaczyło co dwa dni, wolałem kiblować niż patrzeć na te fałszywe twarze i sztuczne uśmiechy, przyzwyczaiłem się do tego, że mnie tam nie akceptują i nigdy nie będą, przestało mi to przeszkadzać. 
Dzisiaj jednak poszedłem do szkoły, miałem tylko pięć lekcji, więc się zmusiłem. 
*W szkole.*
Pierwsza lekcja geografia, ją akurat lubiłem. Mogłem się wyspać, czy też odrobić prace domową.. O przepraszam, ja ich nigdy nie odrabiam. Jedynie z polskiego, który było moim ulubionym przedmiotem, tak jak i pozostałe przedmioty humanistyczne, natomiast matematyka i reszta tego badziewia nie szła mi kompletnie. I właśnie przez te braki musiałem chodzić na korki. Nienawidziłem ich, zajmowały mi całą środę i czwartek, jednak widziałem u siebie poprawę, było znacznie lepiej niż w zeszłym roku i może uda mi się jakoś napisać tą cholerną maturę. 
Potem angielski, ujdzie, siedzę z tyłu i nauczycielka rzadko mnie zauważała, z tego powodu byłem bardzo zadowolony. 
Matma, która akurat wydawała się okey, wszystko rozumiałem, pierwszy raz w życiu. Minęła szybko i spokojnie. 
Niemiecki, za tym gównem też nie przepadałem, ale dało się znieść, modliłem się, aby było chociaż dwa na półrocze, choć wiem, że z moimi pięknymi ocenami to może być ciężko. 
Na koniec dojebali nam w-f.. Może i reszta klasy się cieszyła, lecz nie ja.. Miałem swoje powody, dlatego nie ćwiczyłem. 
Zwolniłem się z ostatniej lekcji. 
Ruszyłem do domu, niespecjalnie mi się śpieszyło. Zacząłem myśleć o wszystkim i o niczym. Czułem, jak po zimnych policzkach spływa mi kropla.. Kocham deszcz, za to nie lubię słońca. 
Świdrowałem wzrokiem człowieka idącego przede mną, nie znałem go, lecz przeważnie tak robiłem z nieznajomymi.. Czasami wydawało mi się, iż ludzie których obserwowałem, wyczuwali moje spojrzenie. 
*W domu.*
Wszedłem do domu i bez namysłu od razu udałem się do swojego pokoju. Torba wylądowała gdzieś obok biurka, nie obchodziło mnie to. 
Na wieży puściłem sobie "Linkin Park - In the end" i usiadłem na podłodze ślepo krążąc oczami po pokoju. 
Wydobyłem spod ubrań laptopa. Dziwiłem się, bo tyle razy próbowałem go zniszczyć, a on nadal się trzymał.
Odpaliłem go, ogarnąłem epulsa, chociaż nie bardzo mi się chciało, te wszystkie słit plastiki mnie rozkurwiały, lecz znajduję się tam kilka porządnych osób. 
Odłożyłem komputer na bok i zszedłem na dół po coś do pica. Wyciągnąłem z lodówki wodę i wróciłem do siebie. 
Gdy tylko umiejscowiłem się na podłodze rozdzwoniła się moja komórka. Na wyświetlaczu pojawił się numer, którego nie znałem..
 




 

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 20.

Komentować. : *




W poszukiwaniu spodni przeszkodziło mi pukanie do drzwi. 
-Kuuuuuuuuuuuuurwa!-krzyknąłem, ale po chwili się ogarnąłem, rozluźniając lekko oddech zszedłem na dół.
W progu stanęła Agata. W sumie to cieszyłem się, że właśnie tu jest. Stała uśmiechnięta. Gestem zaprosiłem ją do środka.
-Co Cię tu sprowadza?-zapytałem wymuszając uśmiech.
-Stęskniłam się..-odpowiedziała rzucając mi się na szyje.
-Ja też.-wyszeptałem pod mocnym uściskiem jej ramion.
-Ale też mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia..-zaśmiała się.
-Yyy.. Słucham?-spojrzałem w jej granatowe oczy, w których zabłysnęło okrucieństwo. 
-Idziesz ze mną na zakupy!-wykrzyczała w głośnym śmiechu.
-Ja pierdole, nie.-wyrzuciłem, jakby z deka przytkany.
-Taaak.-uśmiechnęła się słodko i złapała mnie za rękę, ciągnąc w stronę drzwi.
-Dobra, ale daj mi się chociaż ubrać.-wymamrotałem. 
-Weeź. Dlaczego Ty tak nie lubisz zakupów, a zwłaszcza ze mną?-popatrzyła na mnie błagalnie. 
-Bo łazisz za długo i nogi mnie bolą. Poza tym, wiesz, że nie  lubię wychodzić z domu.-wzdychnąłem. 
Mogliśmy tak jeszcze dłuższy czas dyskutować, ale przecież księżniczka musiała postawić na swoim. 
Ruszyliśmy do centrum handlowego, trzymając się za ręce, jednak między nami była cisza, milczeliśmy, jak nigdy.
Będąc już na miejscu, Agata była chyba w każdym sklepie, nie nadążałem za nią, więc postanowiłem, że usiądę na ławce i zaczekam na nią. Zacząłem grać w jakąś grę, którą miałem na telefonie. Zdążyłem przejść ją całą, a dziewczyna nie wracała. 
Po cztero-godzinnym umieraniu z nudów, wróciła. Fakt, iż była obładowana mnie przerażał. Wiedziałem, że połowę przejmę ja, bo po to mnie wzięła ze sobą. 
Udaliśmy się w drogę powrotną. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. 
Nagle poczułem silną potrzebę wygadani się i wypłakania.. Lecz nie mogłem tego zrobić, nie tu, nie na środku ulicy. 
Wchodząc do mieszkania, Agata pozbyła się z swoich ramion około pięciu torb. Nie rozumiem kobiet, nigdy ich nie zrozumiem, bo jak można chodzić na zakupy i całą kasę wydać na ubrania. Mi w zupełności wystarczała jedna bluza na miesiąc, byleby była czarna.
Usiedliśmy do stołu.
-Chciałbym z Tobą pogadać..-wyszeptałem w celu wyznania jej prawdy..








sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 19.

Komentować. : *




*Kilka dni później.*
Wyszedłem już ze szpitala, niby byłem silniejszy i wszystko miało wracać do normy. 
Zaczęła się szkoła, miałem gdzieś to, że znowu mnie tam nie ma. 
Mama wyjechała w delegacje, miałem wyrzuty sumienia, przecież musiała zjechać specjalnie dla mnie. 
Patrzyłem na zabandażowany nadgarstki. Zastanawiałem się nad kolejnym kłamstwem, które będę musiał sprzedać ludziom z klasy.
W końcu postanowiłem wstać, było grubo po 14. Odpaliłem laptopa i ogarnąłem epulsa, nie było tam nic ciekawego, jak zawsze. Zamknąłem przeglądarkę i puściłem "System of a down - Lost in Hollywood"
Kochałem ich muzykę. Nagle wyświetliła się informacja o przesyłanej wiadomości, była ona od Alicji. 
Nie chciałem z nią gadać, po tym, jak uratowała mi życie, lecz trudno.
A: Hej, już wróciłeś do domu?
P: A no, wróciłem niestety.
A: Czemu "niestety"?
P: Bo nie chciałem żyć, a Ty musiałaś wpieprzyć swoje trzy grosze.
A: Chciałam dobrze.
P: Ale wyszło źle.
A: Jakbym Cie nie uratowała, to byłoby na mnie i miałabym wyrzuty. 
P: A co mnie to interesuje? 
A: Nie wiem.. Przepraszam. 
P: Mhm, spoko. Ja spadam. Siema. 
A: Cześć.. 
Zszedłem na niewidoczny i włączyłem sobie "Sala samobójców". Oglądałem to tysiące razy, jednak i tak to lubiłem. Czasami głównego bohatera porównywałem do swojej osoby.
Po dłuższym czasie przypomniało mi się o prezencie od Alicji. Tajemnicza torebka schowana gdzieś w spodniach, nie dawała mi żyć, gdy o niej pomyślałem, nie mogłem już przestać. 
Gwałtownie zacząłem szukać czarnych rurek, w których byłem tamtego dnia. Za każdym razem, gdy jej nie znajdywałem coraz bardziej się wkurwiałem i jeszcze bardziej tego chciałem. 
Wiedziałem, iż to zawładnie moim życiem, jak cztery lata wcześniej. 
Po chwili znalazłem spodnie a w nich torebeczkę z białym proszkiem.






piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 18.

Komentować. ; *



Obudziłem się w szpitalu. Światło odbijające się w sali nie dawało otworzyć mi oczu, gdy wreszcie do uczyniłem rozejrzałem się w okół. 
Przy moim łóżku spała mama, odruchowo złapałem za jej rękę, zerwała się na równe nogi.
-Nareszcie się obudziłeś!-wykrzyczała stanowczo za głośno.
-Kiedyś trzeba.-uśmiechnąłem się.
-Dlaczego to zrobiłeś..?-zapytała zmieniając ton.
Zmierzyłem wzrokiem swoje ciało, a dopiero potem zauważyłem zabandażowany nadgarstek. Wszystko mi się przypomniało, tylko nadal nie wiedziałem, jakim cudem jestem tutaj. 
-Nieważne.. Jak się tu znalazłem?-spytałem świdrując ją wzrokiem.
-Alicja cie uratowała. Wezwała pogotowie.-wzdychnęła, widziałem, że dla niej też było to ciężkie. Nigdy nie była zadowolona z takiego syna. 
-Pojebana..-wyszeptałem pod nosem.  
Robiło się już ciemno, więc mama stwierdziła, że wróci do domu, nie chciałem jej zatrzymywać. Chciałem odpocząć i przemyśleć wszystko.
*Kolejny dzień.*
Od rana nie dawali mi spokoju, o 7 lekarz przyszedł, zrobił swoje i wyszedł, o 8 śniadanie, którego i tak nie ruszyłem, szpitalne jedzenie odpychało mnie jeszcze bardziej niż domowe. 
Po 13 odwiedziła mnie Agata, jak tylko weszła, rzuciła mi się na szyje. Cieszyłem się na jej widok. 
Lecz wiedziałem, że za chwile dostane opierdol, jak zawsze za takie typu sprawy.
-Głupi jesteś..-wyszeptała.
-Wiem, ale i tak mnie kochasz.-zaśmiałem się.
-Nad życie.-odpowiedziała mocniej wtulając się w moją klatkę piersiową. 
-Czemu..?-spojrzała na mnie.
Skierowałem wzrok w drugą stronę i nic nie odpowiedziałem, nie miałem zbyt dobrego kłamstwa by to wyjaśnić. NIKT nie mógł dowiedzieć się prawdy, od dzisiaj było to tylko i wyłącznie moją sprawą.
Przegadaliśmy tak jeszcze pół dnia, potem dziewczyna musiała się zbierać i znowu zostałem sam. 
Wiem, lubiłem takie momenty, ale nie teraz.. Teraz potrzebowałem ramienia w które mogę się wypłakać i wierzyć, że może wszystko się ułoży, w przeciwnym bądź razie stracę to co najważniejsze.. 
Wszelkie problemy ulatniały się z kolejną łzą.. 
W głowie wirowało mi jedno zdanie "Nie chce tu dłużej żyć.."