sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 12.

Komentować. ; *



*Jakiś czas później - ferie.*
Obudziłem się jakoś po 13. Spałem w ubraniach, mało pamiętałem z poprzedniego dnia. Nawet nie wiem, jak znalazłem się w łóżku. 
W domu nikogo nie było, no tak, wyjechali w góry, nie lubię tych ich rodzinnych wyjazdów. 
Zszedłem na dół, z lodówki wyciągnąłem butelkę wody, i udałem się do salonu.
Rozłożyłem się wygodnie w fotelu i zacząłem jeździć po kanałach, nie leciało nic godnego mojej uwagi, więc wyłączyłem telewizor i poszedłem do swojego pokoju, gdzie włączyłem laptopa i wieże. 
Spod poduszki wydobyłem telefon. Miałem wiadomość od Alicji. "Przypomniała sobie o mnie" - pomyślałem. W końcu ostatnio rozmawialiśmy, jakiś miesiąc temu. Po tym wszystkim nie miałem ochoty nigdzie wychodzić i z nikim rozmawiać.
Napisała "Cześć, jak tam? Czemu się nie odzywasz?", nic jej na to nie odpisałem, sztuczne pytania. 
Starałem sobie przypomnieć cokolwiek z wczorajszej imprezy, lecz na marne, zawsze mi się film urywa. 
Z zamyśleń wyrwała mnie dzwoniąca komórka, był to Dawid, kolega ze szkoły, tak ze szkoły, jeden jedyny z którym jako tako się dogaduje. 
-Siema. Jesteś w domu?-zapytał.
-No cześć, jestem, jestem, a co?-wymamrotałem. 
-Nie chcesz wyjść? Cokolwiek, no.-zaśmiał się.
-Łeb mnie napierdala.-urwałem. 
-To weź tabletkę i za godzinę widzę cie w parku.-rzucił po czym się rozłączył.
Wzdychnąłem od niechcenia i podszedłem do szafy w zamiarze ogarnięcia jakiś w miarę okey, ubrań. 
Wyjąłem szeroką koszulkę z CROPPA, niebieskie rurki, i ruszyłem w stronę łazienki. 
Wziąłem szybki prysznic, i doprowadziłem się do porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Była 14.34. Miałem jeszcze pół godziny, więc zjadłem jogurt truskawkowy, gdy nie ma rodziców, to nie zbyt dbam o to, co jem.
Wyszedłem z domu przekręcając klucz w zamku. Założyłem słuchawki na uszy i puściłem "Daughtry - It's not over" i kierowałem się do parku. 
Po jakiś 20 minutach, byłem na miejscu, chłopak już siedział na ławce.
-Jestem.-rzuciłem.
-O, nie wyglądasz, tak tragicznie.-wybuchł śmiechem.
-Ale czuje się gorzej, niż tragicznie, ale nieważne. To gdzie idziemy?-spytałem rozglądając się w okół.
-Może pójdziemy coś zjeść? Umieram z głodu.-odpowiedział łapiąc się za brzuch.
-Okey, możemy iść.-uśmiechnąłem się.  
W drodze do KFC, zauważyłem.. 







 

4 komentarze: