czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 17.

Komentować. ; *




*Kilka dni później.*
Po ostatnich wydarzeniach wszystko wróciło do normy, powiedzmy.. 
To co działo się u mnie przekraczało jakiekolwiek granice.. Odizolowałem się od świata i miałem wszystko gdzieś. Nie miałem ochoty, aby z kimś się kontaktować. 
Był sobotni dzień, brak planów, jak zawsze. Była 13, gdy się obudziłem, tabletki robiły swoje. 
Wstałem, usiadłem na progu łóżka i wpatrywałem się w ścianę, świdrowałem ją wzrokiem, jednak nic tam nie widziałem. 
Powolnym krokiem poszedłem do łazienki, przejrzałem się w lustrze, włosy odstawały w każdą stronę, lecz nie bardzo mi to przeszkadzało, dokładnie przemyłem twarz i umyłem zęby. 
Wróciłem do pokoju, włączyłem laptopa, nie wiem po co, nie wiem dlaczego, bez celu. 
Puściłem "Christina Perri - Jar of Hearts" i zacząłem przeglądać zdjęcia, które znajdowały się w komputerze. W większości były to jakieś obrazki, ale trafiło się także fotka uśmiechniętej Agaty. Uśmiechnąłem się sam do siebie, byłem ciekaw co u niej, co robi. 
Poczułem, jak po policzku spływa mi łza, a potem jeszcze kolejna, ale żadna z nich mnie nie obchodziła, w samotności nie interesowało mnie nic. 
Nie, to nie była samotność, tzw "wegetacja".. Nazwałem to tak, bo wegetowałem już wcześniej.. Nienawidziłem tego stanu, lecz wracał do mnie coraz częściej.
Nagle usłyszałem dźwięk swojego telefonu, gdzieś pod stertą ubrań obok biurka. 
Dzwoniła Alicja.. Długo się nie odzywała, od pamiętnej imprezy u Dawida. 
-Słucham?-wzdychnąłem do słuchawki.
-Cześć, jesteś w domu?-zapytała szczerze rozbawiona, choć nie znałem powodu, i szczerze nie chciałem wiedzieć.
-Jestem.-urwałem.
-Mogę wpaść?
-Skoro musisz.-rzuciłem naciskając czerwoną słuchawkę.
"Po chuj tu ona" - pomyślałem. "
-Teraz chce być sam! No kurrrrwa!-wykrzyczałem w przestrzeń pokoju, powróciło tylko echo nie dające ukojenia. 
Wracająca depresja doprowadzała mnie do dzikiej furii. Rzucałem rzeczami, które właśnie napatoczyły się pod rękę. 
Wraz z złością pojawiły się też łzy. Odechciewało mi się żyć, jak pomyślałem, o tym gównie, jakie mnie otacza. 
Wziąłem żyletkę do ręki, obracając ją już w i tak pokaleczonych dłoniach wymamrotałem:
-Bo kiedyś wszystko ma swój koniec..





7 komentarzy:

  1. Nareszcie jakiś zajebisty rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Żyj ! < 3
    Kocham twego bloga ; *

    OdpowiedzUsuń
  3. o jezu to jest świetne ! <3 Jak najszybciej kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze? To ja nie rozumiem samobójców, bo żeby żyć trzeba mieć odwagę, a samobójcy to tchórze, tchórze i narcystyczni egoiści, którzy myślą, że wszystko kreci sie wokół nich. Jak można zrobic to sobie, no i zrobic to najbliższym ludziom..? Ja tego nie rozumiem i nie chce rozumiec. Przecież życie jest po żeby dawac jak najwiecej innym ludziom..

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram człowieka wyżej . Ale to tylko blog ; )
    Kolejny ; )

    OdpowiedzUsuń