wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 21.

7 komentarzy - kolejny rozdział. 




-O czym?-spojrzała na mnie podejrzliwie. 
-O mnie. Ale w sumie, to już nieważne..-urwałem uśmiechając się szeroko. 
-No mów.-ciągnęła. 
-No serio nic.-próbowałem zakończyć temat.
Przez dłuższy czas się tak sprzeczaliśmy, po czym Agata stwierdziła, że musi już iść. Ściemniało się, więc postanowiłem, iż ją odprowadzę. 
Szliśmy trzymając się za ręce, lecz widziałem niezadowolenie w oczach dziewczyny. Mogłem się tylko domyślać o co chodzi.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, i ruszyłem w drogę powrotną. W uszy wcisnąłem słuchawki tym samym włączając "Asking Alexandria - The irony of your perfection". Uwielbiałem zatracać się w chaotyczniej muzyce i zapomnieć o wszystkim.
Wchodząc do mieszkania na ziemi znalazłem list adresowany do mnie, pieczątka sądu w Białymstoku mnie dobijała, nie musiałem tego nawet otwierać by wiedzieć o co chodzi. 
Rzuciłem kopertę gdzieś w kąt kuchni i poszedłem do siebie. Cieszył mnie tylko jeden fakt, że byłem sam i nikt nie będzie mi dupy zawracał. 
Rozłożyłem się wygodnie na łóżku, a na policzku poczułem łzę, jedną jedyną, jednak nie przejmowałem się tym co mnie może czekać, miałem to serdecznie gdzieś.
Po niedługim czasie udało mi się zasnąć. 
*Kilka dni później.*
Chodziłem już "normalnie" do szkoły, co u mnie w słowniku znaczyło co dwa dni, wolałem kiblować niż patrzeć na te fałszywe twarze i sztuczne uśmiechy, przyzwyczaiłem się do tego, że mnie tam nie akceptują i nigdy nie będą, przestało mi to przeszkadzać. 
Dzisiaj jednak poszedłem do szkoły, miałem tylko pięć lekcji, więc się zmusiłem. 
*W szkole.*
Pierwsza lekcja geografia, ją akurat lubiłem. Mogłem się wyspać, czy też odrobić prace domową.. O przepraszam, ja ich nigdy nie odrabiam. Jedynie z polskiego, który było moim ulubionym przedmiotem, tak jak i pozostałe przedmioty humanistyczne, natomiast matematyka i reszta tego badziewia nie szła mi kompletnie. I właśnie przez te braki musiałem chodzić na korki. Nienawidziłem ich, zajmowały mi całą środę i czwartek, jednak widziałem u siebie poprawę, było znacznie lepiej niż w zeszłym roku i może uda mi się jakoś napisać tą cholerną maturę. 
Potem angielski, ujdzie, siedzę z tyłu i nauczycielka rzadko mnie zauważała, z tego powodu byłem bardzo zadowolony. 
Matma, która akurat wydawała się okey, wszystko rozumiałem, pierwszy raz w życiu. Minęła szybko i spokojnie. 
Niemiecki, za tym gównem też nie przepadałem, ale dało się znieść, modliłem się, aby było chociaż dwa na półrocze, choć wiem, że z moimi pięknymi ocenami to może być ciężko. 
Na koniec dojebali nam w-f.. Może i reszta klasy się cieszyła, lecz nie ja.. Miałem swoje powody, dlatego nie ćwiczyłem. 
Zwolniłem się z ostatniej lekcji. 
Ruszyłem do domu, niespecjalnie mi się śpieszyło. Zacząłem myśleć o wszystkim i o niczym. Czułem, jak po zimnych policzkach spływa mi kropla.. Kocham deszcz, za to nie lubię słońca. 
Świdrowałem wzrokiem człowieka idącego przede mną, nie znałem go, lecz przeważnie tak robiłem z nieznajomymi.. Czasami wydawało mi się, iż ludzie których obserwowałem, wyczuwali moje spojrzenie. 
*W domu.*
Wszedłem do domu i bez namysłu od razu udałem się do swojego pokoju. Torba wylądowała gdzieś obok biurka, nie obchodziło mnie to. 
Na wieży puściłem sobie "Linkin Park - In the end" i usiadłem na podłodze ślepo krążąc oczami po pokoju. 
Wydobyłem spod ubrań laptopa. Dziwiłem się, bo tyle razy próbowałem go zniszczyć, a on nadal się trzymał.
Odpaliłem go, ogarnąłem epulsa, chociaż nie bardzo mi się chciało, te wszystkie słit plastiki mnie rozkurwiały, lecz znajduję się tam kilka porządnych osób. 
Odłożyłem komputer na bok i zszedłem na dół po coś do pica. Wyciągnąłem z lodówki wodę i wróciłem do siebie. 
Gdy tylko umiejscowiłem się na podłodze rozdzwoniła się moja komórka. Na wyświetlaczu pojawił się numer, którego nie znałem..
 




 

7 komentarzy: